Dwa razy dwa czyli bilingwizm moich dzieci

Dwa razy dwa- ile to jest każdy wie ale jak- już tylko wtajemniczeni :)

Dwójka dzieci, dwa języki, dwie ojczyzny, dwa kraje zamieszkania czyli dwa razy dwa razy dwa itd…

Polska i Anglia a do tego dwójka dzieci- każde inne.

Artystka Hania miksowała w jednym zdaniu dwa języki – wybierając łatwiejsze słowa: typu „go car to babcia” ; do tej pory zresztą mówi „goodbranoc;) Kto wie o co chodzi? ;)

Młodsza Eli o umyśle ścisłym od razu podzieliła świat na pół- wszystkie słowa tłumaczy perfekcyjnie niczym profesjonalny tłumacz bez względu na poziom ich skomplikowania- do mamy powie: spać do taty sleep.

Zasada wychowania dzieci od początku była dla oczywista : OPOL czyli One Parent One Language (jeden rodzic jeden język). Oprócz nazwania rzeczy po imieniu czyli „OPOL” nie potrzebowałam do tego żadnych wskazówek, podstaw naukowych i innych opracowań mających mnie wspomóc w tym procesie. Książki o wychowaniu dzieci dwujęzycznych mają wg mnie sens gdy w grę wchodzą 3 albo i więcej języków ale 2…. pestka ;). Mama swoje, tata swoje- w czym problem?

Że dziecko gubi się w książeczkach do czytania? Nic podobnego- oczywiście wszystko na swój wiek. Starszemu dziecku można powiedzieć: tę książkę czyta tata- wybierz dla mamy. Małemu dziecku podającemu książeczkę w j. angielskim czytam ją…tylko że  po polsku (szybko tłumaczę w głowie tekst ). Nie uważam również, że problem następuje gdy ktoś języka nie zna- wtedy po prostu opowiada się co widać na obrazkach (czy ktoś zna książkę dla małych dzieci bez obrazków???).

Tutaj pochwalę Wydawnictwo Dwie Siostry, które posiada książki wręcz idealne dla rodzin mieszanych- babć dziadków i niań. Są to książki obrazkowe bez tekstu, w których kryją się dziesiątki historii i każdy lektor może „czytać” je na swój sposób i w swoim języku :).

cudowna seria Mamoko

Miksowanie języków ? Też nie widziałam w tym nigdy problemu- i znów wszystko na swój wiek: maluchowi nie powiem, że go nie rozumiem gdy tak się cieszy zdobytym nowo słowem- po prostu tłumaczę jego wypowiedz głośno na polski i jedziemy dalej ;) A starszak- typu 4-5 latek- jak zasuwa po angielsku mówię: „Nie rozumiem, mów do mamy po polsku”. I działa :)

Standardowo tez staram się „wzmacniać” język słabszy bajkami na You Tube w tym własnie języku- tj. mieszkając w Polsce były to bajki angielskie, mieszkając w Anglii są to bajki polskie (czy raczej w polskiej wersji językowej).

Przyznam że musiałam się złamać w stosowaniu mojej naturalnej metody OPOL w dwóch przypadkach:

Pierwszy to kwestia prac domowych, które obejmują czytanie książeczek z dzieckiem i rozpoznawanie określonych słów w tekście. Mąż wraca z pracy na tyle późno, że Hania była zbyt zmęczona na prace domowe- nie było więc rady i mama musiała się zabrać za czytanie. Staram się jednak ograniczyć moją angielską wymowę do minimum- i raczej uczymy się rozpoznawać słowa ( przy okazji pochwalę się że dzięki przyśpieszonej angielskiej edukacji 4,5 letnia Hania już składa słowa czytając proste książeczki :))

Drugi wyjątek to zapraszanie angielskich koleżanek na herbatkę ;) Mogę bez stresu mówić do mojego dziecka po polsku przy innych matkach ale jeśli biorę pod opiekę małą Angielkę nie mogę przecież mówić do niej w niezrozumiałym języku- i faktycznie przestawiam się wtedy na bezosobowy angielski- typu : „Dziewczynki obiad!” (Dinner time!)

Jak dotąd wszystko działa, mam dwie dwujęzyczne córki, które oczywiście jeszcze szkolą swój warsztat językowy ale wszystko działa bez zarzutu i bez naukowych podstaw ich rodziców.

Nie musimy robić nauki z życia….przynajmniej na razie  ;)

 

*** jest to drugi po serii świątecznej wpis w ramach Klubu Polek. Tym razem klub promuje serię językową- zainteresowanych serdecznie zapraszam na stronę klubową :).

The following two tabs change content below.

doris

Matka-Polka w 3 letniej zagranicznej delegacji w starożytnym mieście York :)

Ostatnie wpisy doris (zobacz wszystkie)

,
37 comments on “Dwa razy dwa czyli bilingwizm moich dzieci
  1. Dziękuję za rekomendację bloga, Doroto. Cieszę się, że dwujęzyczne wychowanie przychodzi Wam tak naturalnie. Tak samo czytam angielskie książki po polsku!
    Jedna tylko uwaga: nie zaleca się udawania, że nie rozumiemy po angielsku. Dziecko wcześniej czy później zda sobie sprawę, że to nie jest prawda.
    No i zdecyduj się albo na angielski bilingualism albo na polski bilingwizm/dwujęzyczność. Słowo bilingualizm nie istnieje ;-)

    • dziękuję za uwagę, zaraz się poprawię :) A co do udawania- ja nie udaję- choć faktycznie zdanie „nie rozumiem, mów do mamy po polsku” pewnie tak brzmi w tekście- ja stosuję je na zasadzie blokady co córka mówi- na tej samej zasadzie jak „wymuszenie” słowa „proszę” (nad czym obecnie pracujemy- tj. jeśli dziecko tylko żąda bez słowa „proszę” lub „please” też mówimy że nie rozumiemy) – może faktycznie niefortunne słowo stosuję…ale jakim innym można by je zamienić?

  2. Dorotko,
    ciesze sie bardzo, ze opisalas dwujezycznosc Twoich dzieci! Masz calkowita racje, wszystko jest dwu- nietylko jezyki, to takze dwie rzeczywistosci, dwa kraje, czesto dwie mentalnosci i dwa sposoby myslenia. Ciesze sie, ze Twoje coreczki dobrze sie w tej sytuacji odnajduja. To na pewno takze Wasza zasluga jako rodzicow. Ufajcie Waszej intuicji. Jak pisze Barbara Zurer Pearson, to wlasnie rodzice sa najwiekszymi ekspertami w dziedzinie dwujezycznosci! Choc i nauka czasem moze przyniesc interesujace inspiracje :)
    A co do wspierania jezyka polskiego na obczyznie – zgadzam sie calkowicie – albumy Mizielinskich sa rewelacyjne. Mozna opowiadac i opowiadac godzinami!
    Zycze wszystkiego dobrego, na dwujezycznej drodze!

  3. Nasza córka często mówi do nas po szwedzku mimo, ze my oboje tylko po polsku do niej mówimy. Powie coś i od razu sprawdza jaka będzie nasza reakcja :)

      • Jeśli to było w formie pytania to odpowiadamy po polsku, jeśli stwierdzenie to powtarzam to samo co ona tylko po polsku.
        Tylko z nami takie „próby” podejmuje. Z paniami w przedszkolu nawet nie próbuje zagadywać po polsku a np. z babcia po szwedzku, wie dobrze jaki jest podział i kto w jakim języku mówi.Tylko mamę i tatę sprawdza :)

  4. Twój post przeczytał jednym tchem. Masz rację, nie trzeba bardziej komplikować pewnych rzeczy, które w sumie są proste. Pozdrawiam serdecznie, makowa pani

    • Dziękuję :) Ja po prostu uważam (obydwoje z mężem raczej), że dzieci nie muszą mówić perfekcyjnie w obydwu językach- jeśli na tym etapie życia mówią w miarę bezproblemowo w obydwu językach to nawet jeśli pojawiają się jakiś błędy gramatyczne czy naleciałości akcentowe- wraz z upływem czasu to minie i dojdzie do większej perfekcji. Jeśli ja sama ucząc się angielskiego jako drugiego języka- wcale nie od dziecka- posługuję się nim biegle (choć z polskim akcentem :)) to dlaczego dzieci wychowane w tym języku od urodzenia miałyby mieć później trudności w perfekcyjnej wymowie czy znajomości tego języka?

  5. Bardzo fajny post! Mimo, że swoich dzieci jeszcze nie mam to uważam, że powinny się uczyć i jednego i drugiego języka, metody zależą już tylko wyłącznie od rodziców, byleby tylko działały ;) Pozdrawiam serdecznie!

  6. bardzo ciekawa notka .. życzę Ci wytrwałości .. nie będzie łatwo z tym ‚słabszym językiem’ :^) .. bo wszystko wokół będzie w tym silniejszym .. przyznaje się, że zabrakło mi wytrwałości .choć wszytkie trzy córki rozumieją po polsku i potrafią mówić choć niegramatycznie .. najstarsza już na uniwersytecie :^)

    • na pewno….choć na razie jako wciąż „młoda” mama jednego nie rozumiem- skoro ja sama uczyłam się obcych języków w liceum i na uniwersytecie- dlaczego nie może być to przypadkiem „słabszego” języka- co za tym idzie również wyszkolenie go w stopniu bardzo dobrym lub doskonałym?

  7. Bardzo mi się podoba jak Pani opisałą cała strategię i wyjątki. Ja też staram się tak postępować, „czytamy” książki z wyd Dwie Siostry, skypujemy z rodziną w Polsce, a życia bez YouTube to sobie nie wyobrażam. Mój syn ma 2,5 roku, odpowiada mi dużo po angielsku – zna wiele słów polskich ale to gównie rzeczowniki no a angielskie czasowniki są przecież krótsze i łatwiejsze do wkomponowania w zdanie:-)

  8. przygotowujemy kilkunastoodcinkowy dokumentalny program dla grupy TVN mówiący o polskich emigrantach, przedstawionych w pozytywnym świetle. Szukamy ludzi którzy odnieśli sukces, osiągnęli spełnienie zawodowe i satysfakcję z życia zagranicą. W każdym odcinku ( a ma ich być 10-13) chcemy pokazać jedną sylwetkę.

    Czy zgodziłaby się Pani na rozmowę ze mną? Może nasz projekt spodoba się Pani?

    Pozdrawiam serdecznie

    Anna Wereda
    tel. +48 793 786 774
    annawereda@gmail.com

  9. Bardzo ciekawy post. Jestem w nieco trudniejszej sytuacji, poniewaz nie dosc, ze moj maz, a ojciec naszych dzieci jest cudzoziemcem (Francuz, ktory nie mowi po polsku), to w dodatku „przez” jego prace mieszkamy w kraju anglojezycznym (jeden z dwoch jezykow panstwowych), gdzie nasze dzieci chodza do szkol, a w programie maja dodatkowo jezyk lokalny. W sumie moje dzieci „smigaja” po polsku, francusku i angielsku, uczac sie lokalnych „robaczkow” (w pismie) I „charkotow” (w mowie).
    Nasza wielojezycznosc (bilingwizm w przypadku mojego meza) jest uwarunkowana naszym pochodzeniem, krajami, w ktorych mieszkamy (szkoly, do ktorych chodza nasze dzieci) oraz podrozami „do zrodel”, czyli wakacjami spedzanymi w Polsce lub we Francji. Nigdy nie stosowalam metody OPOL (przy trojjezycznosci brakowaloby nam jednego rodzica :-) ), natomiast zawsze wymagalam, zeby konwersacja byla prowadzona w jednym jezyku, czyli zadajac pytanie po polsku, oczekiwalam, ze dzieci beda mi odpowiadaly w tym samym jezyku. Zadzialalo bezblednie. Jako ciekawostke dodam, ze wiekszosc Afrykanczykow (na Czarnym Ladzie) jest co najmniej dwujezyczna, co jest dla nich naturalne, poniewaz w wiekszosci krajow jezyki oficjalne sa pozostalosciami kolonialnymi, a ludzie w zyciu codziennym posluguja sie lokalnymi narzeczami. Dwujezycznosc osiaga co najmniej 80% populacji w Afryce, okolo 30% jest trzy- i wiecej jezyczna. A druga ciekawostka jest to, co oglaszali jakis czas temu Kanadyjscy badacze – podobno wielojezycznosc (uzywanie wielu jezykow, a nie tylko ich bierna znajomosc) ma wplyw na spowolnienie choroby Alzheimera. Nie jestem pewna wedlug jakich kryteriow byly prowadzone badania, ale na takie wnioski trafilam kilka lat temu w prasie.

    • znałam chyba osobiście sytuacje podobna do Twojej: mama Węgierka, tata Portugalczyk, język domowy angielski a kraje zamieszania- kiedyś Polska teraz Czarny Ląd właśnie….a maluch mówił wszystkimi językami naprawdę nieźle :).
      Co do spowalniania choroby Alzheimera- to raczej fakt udowodniony przez wielu naukowców- i nie chodzi tu koniecznie o wielojęzyczność ale generalnie o ćwiczenie komórek mózgowych- mniej „języczni” mogą osiągnąć podobne rezultaty np. rozwiązując nieustannie zadania matematyczne czy Sudoku albo krzyżówki…pytanie komu się chce robić to przez kilka godzin dziennie podczas gdy wielojęzyczność zapewnia takie ćwiczenie mózgu na co dzień bez wysiłku :)

      • Wiesz co mnie tylko zastanawia? Dla nas, Polek, nasz jezyk ojczysty zawsze bedzie wazny i bedziemy sie staraly uczyc go nasze dzieci. Nie mamy natomiast zadnych gwarancji, ze przyszle pokolenia beda podejmowaly ten sam wysilek. Juz dzisiaj wiem, ze nasza corka (17-letnia) chce studiowac w Kanadzie i watpie, czy pojedzie do Polski robic kariere zawodowa. Jesli nasze zycie potoczy sie dalej w kierunku, w jakim sie toczy dotychczas, to nasze mniejsze dziecko pojdzie w swiat podobnie jak jego starsza siostra (o studiach „na zachodzie” pisze). Nie wiem jak im sie ulozy zycie prywatne, ale zakladajac, ze oni zaloza swoje rodziny z „cudzoziemcami” nie beda mieli naszej motywacji do przekazywania jezyka. Mam taki przypadek w rodzinie – w latach XX-tych ubieglego wieku jeden z „naszych” wyemigrowal za chlebem „za wielka wode”. Ozenil sie juz tam z dziewczyna polskiego pochodzenia, ich dzieci uczyly sie naszego jezyka, ale nie kontynuowaly tej tradycji we wlasnych rodzinach. Moja daleka ciotka, bedaca w wieku mojej mamy, a bedaca wnuczka „naszego” kuzyna mowi po polsku tylko dlatego, ze wiedzac o swoim pochodzeniu postanowila sie sama nauczyc. Tej wiedzy (umiejetnosci) nie przekazala jednak swoim dzieciom, ktore znaja tylko angielski. Niezbyt optymistyczne, ale jakze realne.

  10. A u mnie to nie jest takie proste. Ja się w ogóle nie zastanawiałam nad żadną teorią, Po prostu – mieszkamy w Polsce, ale mąż potrafi po polsku zamówić piwo. Jest jeszcze moja mama. Nie zna w ogóle angielskiego. Jak jestem sama, albo z mamą i z dziećmi to rozmawiamy po polsku. Jak jest w domu tata to wszyscy przechodzimy na angielski (mamie się tłumaczy, jeśli coś jej dotyczy. Jesli nie, to jej nie interesuje:-)). I u starszej córki pogłębiło to dysleksję. Nie umie czytać ani pisać ani po polsku, ani po angielsku. Nie mówi tez gramatycznie w żadnym. Natomiast młodsza nie ma dysleksji i wspaniale sobie radzi w obydwu. Czyta, pisze, nie robi błędów, ani gramatycznych (w mowie) ani ortograficznych. Doszłam do wniosku – jaj ktoś ma dysleksję, to dwujęzyczność jest przekleństwem. Ale jak mozna to przewidzieć, zanim dziecko nauczy się mówić?

    Ania

  11. Ja tez mam dziecko dwujezyczne. Do 4 roku zycia Mloda mowila tylko po polsku. W okolicach 4 urodzin przeprowadzilismy sie do Niemiec i kontynuowala tu edukacje przedszkolna. Jedyna zasada, jaka nas obowiazywala to ta, ze niemieckiego ucza Niemcy, czyli przedszkole, a obecnie szkola. Mloda obecnie wlada obydwoma jezykami. Ma 7 lat i mowi, czyta i pisze plynnie po polsku i niemiecku. Ma do dyspozycji telewizje polska i niemiecka, ksiazki polskie i niemieckie, to samo z filmami na dvd. Jedyne czego pilnujemy z mezem, to czystosc jezyka polskiego, stylistyka i gramatyka wypowiedzi. O to samo, tylko ze po niemiecku dbaja nauczyciele i wychowawcy w szkole. I jest dobrze :)

  12. Dzień Dobry :-)
    Pracuję właśnie nad tematem dwujęzyczności u dzieci, pisząc pracę zaliczeniową na studia. Ponieważ jej częścią są doświadczenia rodziców, Pani własne wnioski byłyby dla mnie niezwykle cenne – a spostrzeżenia, które miałam okazję tu przeczytać są bardzo trafne. Nie mogę znaleźć niestety żadnego kontaktu…czy możliwe byłoby otrzymanie adresu mailowego?
    Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam :-)

  13. Nasunęła mi się anegdotka; rozmawia wnuczek z babcią, która przyjechała do niego do Niemiec i mówi coś do niej po niemiecku, chociaż z „natury” jest dwujęzyczne a babcia nic nie rozumie, więc pyta:Wnusiu, a jak to jest po polsku?
    Babciu! Po polsku to tak, jak ty mówisz!!! odpowiada wnuczek.
    Gratuluję serdecznie-Onet promuje Twój blog na głównej stronie!

  14. Świetny tekst! U nas jest podobnie z mieszaniem języków, z tym, ze jeszcze doszedł trzeci;) Najbardziej niesamowite jest właśnie to, że dziecko tylko spojrzy na danego rodzica i od razu otwiera się mu ” właściwa klapka językowa” ;)
    Serdecznie pozdrawiam!

  15. Masz rację, „One parent-one language” to najmądrzejsza zasada, jaką można przyjąć w rodzinie dwujęzycznej. Stosowana z żelazną konsekwencją może sprawić, że dzieci będą się czuły (niemal) równie swobodnie w języku i kulturze każdego z rodziców. Co jednak radzisz w przypadku tych – coraz liczniejszych niestety – rodzin POLSKICH na Wyspach, gdzie dzieci zapominają ojczystego języka (a i rodzice dla świętego spokoju i wygody coraz częściej przechodzą w domu na angielski, bo po polsku jakoś im słów zaczyna brakować) bo wszędzie „English only”? Przyznam się, że mnie ta sytuacja bardzo niepokoi – jak potem wrócić i być „cudzoziemcem” we własnym kraju? Obawiam się, że wiele z tych „zangielszczonych” dzieciaków już nigdy tu nie wróci…

    • Rodzice nie powinni przełączać się na język angielski w domu jeśli nie chcą by ich dzieci były „cudzoziemcem” w Polsce. Myślę jednak, że Ci, którzy tak robią nie przejmują się tym aspektem- i chcą raczej by ich dzieci czuły się pełniejszymi „Brytyjczykami”. Problem polega na tym, że dzieci takie nie wyprą swoich korzeni (polskich) a w związku z ułomną znajomością języka i kultury (jeśli nie jest im przekazywana przez rodziców) nie poczują się w pełni swobodnie w żadnej z kultur- wyparcie bowiem nie jest sposobem na samoakceptację. Z tego co czytałam zaakceptowanie siebie, swoich korzeni wpływa znacząco na możliwość sukcesu ludzi w przyszłości- nawet jako Brytyjczyków (o polskich korzeniach). Więcej na ten temat można poczytać np. tutaj.
      A że „zangielszczone” dzieci do Polski nie wrócą- pewnie nie…tym niemniej jeśli będzie im przekazywana przez rodziców kultura i język polski to będą Polskę na swój sposób kochać, i przyjeżdżać do niej na weekendowe wypady ze swoimi międzynarodowymi kolegami, koleżankami, żonami- to może stać się niezwykłą mocą promującą Polskę i jej piękno za kilka-kilkanaście lat…

  16. Nasza sytuacja jest podobna do sytuacji Beaty. Ja Polka, mąż Wenezuelczyk, mieszkamy w Belgii. Mamy dwoje dzieci, w stosunku do których od urodzenia stosowaliśmy naturalnie metodę OPOL. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Z mężem rozmawiamy po hiszpańsku. Dzieci w wieku prawie 5 i właśnie skończone 3 lata chodzą do przedszkola, w dodatku dwujęzycznego. Tak, wybraliśmy je sami z całą świadomością tego, co robimy, bo bardzo podoba nam się metodyka stosowana w tym przeszkolu (prywatnym), wielkość, stosunek do dzieci itp. Przedszkole jest francusko/angielskie na zasadzie pół dnia z panią, która prowadzi zajęcia tylko po francusku, pół dnia z drugą panią, która mówi tylko po angielsku.
    Mam pewnie szczeście, ale dzieci nigdy nie miały żadnego kłopotu z przyswojeniem sobie języków, którymi są otoczeni. Niespełna pięcioletnia Amelka mówi po polsku, hiszpańsku i francusku jak jej jednojęzyczni równieśnicy, po angielsku rozumie, mówi niewiele, ale bynajmniej mnie to nie przejmuje. Przy czym jej peirwszy kontakt z francuskim (i angielskim) nastąpił dopiero w przedszkolu. Nigdy nie miała problemu z odróżnieniem, kto mówi w jakim języku. Gdy czasami z rozpędu, po zdaniu powiedzianym do męża, zwracam się do niej po hiszpańsku, oburza się, że mam tak do niej nie mówić. Czasami tłumaczy np. dla babci na polski to co powiedział tato.
    Daniel zaczął mówić później niż siostra, ale też po polsku i francusku radzi sobie nieźle. Za to w hiszpańskim ostatnio zauważamy pewien regres. Częściej stara się coś wyrazić gestami niż starać się zbudować zdanie. Ma też dośc dużo problemów z wymową (naturalnie we wszystkich językach). Poczekamy jeszcze trochę, myślę, że za jakiś czas to się wyrówna. jeżeli nie, to oczywiście udamy się do logopedy.
    Jednak nie widzę, szczerze powiedziawszy, żadnego problemu, by dzieci, nawet funkcjonujące w kraju mówiącym jeszcze innym językiem niż „domowe”, było w stanie się nauczyć się ich wszystkich.

    • Haniu, ja mialam podobny etap z synem. Corka latwiej przyswajala wszystkie jezyki i szybciej mowila niz nasz syn. Chlopcy rozwijaja sie inaczej niz dziewczynki, wiec trzeba im dac troszeczke wiecej czasu. Nam pomagaja liczne kontakty z rodzinami francuskimi i polskimi – dzieci bawia sie w swoim gronie I mowia w tym samym jezyku, co jest wielkim plusem. Angielski dzieci maja w szkole, wiec tam wsrod rowiesnikow sie „rozwijaja” lingwistycznie.

  17. My na emigracji 11 lat i pomimo ze miedzy soba mowimy po polsku to nasz syn wlada wylacznie angielskim. Od urodzenia mowilismy do niego po polsku ale zlobki, przedszkole, szkola i koledzy to sami anglojezyczni wiec przez dlugi okres czasu myslal ze jezyk polski nie istnieje tylko ze sobie go wymylilismy :) Dosc troche rozumie (gadki domowe), umie powiedziec pare zdan ale bardzo mieszane i na tym konczy sie jego zainteresowanie kultura i jezykiem. W tym momencie nie widze powodu zeby naciskac na nauke bo do PL sie nie wybieramy. Oboje za to sie cieszymy gdy jednak cos powie po PL !

  18. Gdy mowilam do corki: „Nie rozumiem, mów do mamy po polsku”, to moja corka zaniepokojona pytala sie mnie, czemu tate rozumiem a ja to nie.
    No i wtedy sie przyznalam, ze tak na prawde to ja tez rozumiem tylko ze zalezy mi na tym by sie nauczyla polskiego.

  19. Bardzo fajny wpis, u mnie (jak będę mieć kiedyś dzieciaczki bo na razie sposób zamieszkania i ciągłe samotne wyjazdy na kontrakty mi to uniemożliwiają) będę musiała sobie poradzić z trzema językami: polski (ja), węgierski! (partner) (czyli dwa najtrudniejsze języki świata…) + ten w którym kraju akurat będziemy się znajdować (kto to wie? stawiam na: Norwegia/Niemcy/Anglia/Brazylia) :)
    uhhh… mam nadzieję że damy radę, ale już się boję! :)
    pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>