Dziwny jest ten dom …. czyli życie codzienne rodziny bilingwalnej

Wpis „Dwa razy dwa czyli bilingwizm moich dzieci” cieszył się tak dużą popularnością, że zostałam poproszona o kontynuację tematu- najwyraźniej bardzo ciekawego- jak to z odstępstwami od normy zwykle bywa ;).

Rodzina bilingwalna żyje w swoim dwujęzycznym świecie najzupełniej normalnie. Jak wszyscy psychologowie a nawet psychiatrzy ;) twierdzą zgodnie: sami dla siebie jesteśmy wyznacznikiem norm więc rzadko kiedy uznamy siebie za „innych”. Jednak w momencie gdy rodzina bilingwalna styka się ze światem zewnętrznym następuje to „coś”…niby wszystko w porządku ale nie do końca…

I tak zadziwieni zostają przybywający z daleka angielscy dziadkowie. Wszyscy dwujęzyczni rodzice wiedzą, że dzieci na początku swojej przygody z językiem zawsze wybierają łatwiejsze słowa i roczny maluch na pewno nie będzie mówił  „samochód” za to będzie krzyczał „car”; podobna sytuacja ma się z jednym z pierwszych słów wszystkich dzieci  czyli „daj”,  które na pewno skutecznie wyprze bardziej skomplikowane „give me”. I wszystko jest w normie do czasu przyjazdu stęsknionych dziadków… Podczas wielce przyjemnej zabawy maluch władczo mówi do dziadka „Daj”! co w języku angielskim brzmi ni mniej ni więcej tylko „Zgiń. Przepadnij!” („Die!”). Dziadek robi dobrą minę do złej gry, ale bez wyjaśnień ze strony rodziców się nie obejdzie – nawet z nimi jednak mina dziadka jest nieswoja za każdym razem gdy maluch raz po raz wykrzykuje „Daj, daj” („Die, die!„)

źródło: www.kobietapotrafi.com.pl

W życiu codziennym również dwujęzyczne dziecko przeżywa niejedno zdziwienie. W domu stosujemy metodę OPOL (One Parent One Language) i kierujemy się przy tym najzupełniej naturalną i równocześnie zalecaną przez psychologów zasadą podziału świata na pół tj. by konkretny język był kojarzony z daną kulturą i jej zestawem zachowań i znaków werbalnych i niewerbalnych.

W związku z podziałem świata „babcia” i „dziadek” występują tylko w języku polskim natomiast angielscy dziadkowie to „grandma” i „grandad”. Tym samym unikamy skomplikowanych nazw „babcia Kasia” i „babcia Krysia” lub jeszcze bardziej skomplikowanej sytuacji gdy np. obydwie babcie to Kasie ;).

Polscy dziadkowie mają jednak w zwyczaju dopytywać się wnuczek jak to było z babcią i dziadkiem (mając na myśli angielskich dziadków), co wywołuje zdziwienie na twarzach moich maluchów, które zastanawiają się intensywnie – o co chodzi i czy babcia i dziadek przeżywają rozdwojenie jaźni?… przecież babcia i dziadek to oni sami i nikt inny!

Skoro rodziny dwujęzyczne wywołują konsternację wśród najbliższych, to co dopiero u zewnętrznych użytkowników systemu… W okresie przedświątecznym moja starsza córka jedną i tą samą odpowiedzią była w stanie zadziwić tak Anglików jak i Polaków. Na proste pytanie gdzie jedziemy na Święta mała rezolutnie odpowiadała, że do babci i dziadzi, gdyż mają kominek i przyjdzie tam Mikołaj i da jej prezenty. Polaków dziwiło, co kominek ma do rzeczy (w Anglii Mikołaj wchodzi przez komin),  a Anglików – fakt, że naprawdę nastąpi spotkanie z Mikołajem (tutaj Mikołaj zostawia prezenty potajemnie w skarpetach zawieszonych na wspomnianym kominku).

źródło: www.klops.pl

Momenty zdziwienia w kontaktach z rodzinami dwu-kulturowymi przeżywają również dzieci nawet jeśli ambitna mama (czyli ja) stara się do systemu przystosować. Co z tego zatem że opanowałam zasady działania systemu angielskiej herbatki (I will have Hanna for tea) , że łamię wówczas zasadę OPOL i przeskakuję na bezosobowy angielski  by nie straszyć małych Anglików  mówieniem w nieznanym narzeczu ;) a nawet wypisuję tradycyjne kartki z zaproszeniem – i tak dzieci przybywające do naszego domu przeżywają zdziwienie zanim jeszcze do domu dotrą…

Zatem  odbieram małą Angielkę po szkole, a pomagając jej w zakładaniu płaszcza najzupełniej naturalnie pytam się gdzie ma czapkę… pytanie to wywołuje najwyższą konsternację na małej twarzy…no fakt, dzieci, które w środku zimy puszczane są do szkoły w skarpetkach czapki też nie potrzebują…

Po wejściu do mieszkania i krótkiej zabawie następuje kolejne zaskoczenie: mała Angielka chce zejść na dół („let’s go downstairs!”) tylko że u nas „downstairs” to wyjście na klatkę… jest to ogromnym szokiem dla Angielki, przyzwyczajonej do tego, że każda rodzina mieszka w domu (nawet najmniejszym) i na górze jest pokój dziecięcy, a na dole salon i kuchnia.

Powoli przechodzimy do sedna wizyty czyli „tea” - wiem już oczywiście, że w ramach „tea” herbaty się nie serwuje tylko przekąski (podwieczorek). I co z tego, że podając na wskroś angielskie sausage rolls (forma naszych pasztecików) spotykam  się z niemą akceptacją – gdy przechodzę do deseru znów odstaję od normy… Podana muffinka nie satysfakcjonuje małej Angielki, która pyta się gdzie jest „custard” czyli ciepła polewa budyniowa, stosowana w Anglii wobec deserów bardzo namiętnie. No niestety… w naszym domu jej nie ma   .

Nawet podanie zwykłej wody okazuje się karkołomnym zadaniem. Mała Angielka prosi o wodę, nalewam przegotowaną wodę z czajnika na co ona mówi, że nie chce ciepłej wody. Stwierdzam zgodnie z prawdą, że ta jest zimna. Mała Angielka rezolutnie odpowiada „To dlaczego z czajnika?”… No właśnie dlaczego… w Anglii wszyscy pija wodę prosto z kranu i żyją… w Polsce to niemal przestępstwo, a ja stoję przed mała Angielką, która czeka na odpowiedź… i co mam jej powiedzieć? Że w wodzie z kranu są bakterie i zarazki? Co na takie rewelacje powiedzą rodzice małej Angielki ? Najpewniej byłaby to pierwsza i ostatnia jej wizyta w naszym domu. Odpowiadam zatem wymijająco, że taka przegotowana woda jest delikatniejsza dla brzuszka. Mała Angielka spuszcza wzrok i zaczyna pić…uff… odpowiedź zaakceptowana   .

Wizyta dobiega do końca…przeżyłyśmy czapkę, brak schodów, deser bez polewy oraz wodę z czajnika… ale to nie koniec. Dziewczynki chcą tańczyć… Nie puszczę im polskich przebojów dziecięcych – a tylko takie płyty mam w posiadaniu w myśl zasady wzmacniania języka słabszego (w kraju, w którym mieszkamy muzyka i telewizja dla dzieci puszczane są w języku kraju nieobecnego). Jest… znalazłam dziecięcą płytę angielską! Są to jednak…kolędy. Puszczam płytę, dziewczynki wesoło podskakują,  odbierająca córkę angielska mama jest jednak najwyraźniej zdziwiona… kolędy w marcu?….Wspaniałomyślnie oferuje,  że przyniesie nam angielskie płyty z muzyką dla dzieci…jak miło z jej strony….chyba nasze zasady językowe znów zostaną złamane….

Mała Angielka wychodzi do domu… jeśli nie jest zdziwiona na maksa, to chyba tylko dlatego, że małe dzieci przyjmują wszystko bardzo otwarcie.

Zważywszy na ten fakt to właśnie teraz jest czas na to by dzieci wyrastały w wielu językach i kulturach. Co ciekawe nawet jeśli nie jesteśmy domem wielojęzycznym istnieją programy umożliwiające uzyskanie dwujęzyczności u małych dzieci nawet w typowo polskim domu np. Program Dwujęzyczne Dzieci. Wyrastanie przez dzieci w dwu- lub więcej języcznym domu na tym etapie jest dla nich naturalne a dodatkowo jak wykazują najnowsze badania naukowe- dwujęzyczność może skutecznie uchronić przez Alzheimerem (artykuł tutaj).

Może zatem dwujęzyczny dom nie jest taki straszny jak go malują ;).

The following two tabs change content below.

doris

Matka-Polka w 3 letniej zagranicznej delegacji w starożytnym mieście York :)

Ostatnie wpisy doris (zobacz wszystkie)

,
78 comments on “Dziwny jest ten dom …. czyli życie codzienne rodziny bilingwalnej
  1. A ciekawe Doroniu, dlaczego nie puściłaś im polskich piosnek dla dzieci? To by było krzewienie polskiej kultury za granicą. poczułyby się tak, jak większość polskich dzieci gdy włączą się dowolną stację radiową a tam w większości piosenki po angielsku :-) A gdy na Mini-Mi ni lecą piosenki po angielsku moje dzieciaki podskakują do nich z takim samym zapałem jak do polskich :-)

    • Pewnie powinnam….ale jakoś tak „matczynie” poczułam, że nie chcę by moje dziecko „odstawało”, że może na polskie śpiewy jej angielska koleżanka zareagowałaby jakoś dziwnie albo zaczęła zadawać kolejne pytania, na które nie wiedziałbym jak odpowiedzieć ;).
      Szczerze pod tym względem jestem w kropce- czy powinnam namiętnie szerzyć kulturę polską wśród małych Angielek czy jednak dla lepszej integracji moich własnych dzieci może odpuścić taką misję…?

      • A może nie namiętnie tylko naturalnie: jeśli Twoje dzieci słuchają polskich piosenek dla dzieci i to jest normalne w Twoim domu, to przecież słuchanie kolęd jest mniej naturalne i dla nich w marcu. Dzieci angielskie wiedzą na pewno, że Wasze dziewczynki są z dwujęzycznej rodziny i że Ty jesteś Polką. W ich narodowościowym tyglu to chyba nie jest sytuacja odosobniona. Ale kolędy wzbudziły we mnie salwę śmiechu. Zawsze znajdziesz jakieś rozwiązanie ad hoc!

      • Uważam, że podjęłaś świetną decyzję. Należy unikać społecznego wykluczenia dziecka jeśli ma się taką możliwość, bo to zostawia ślady na całe życie. A polskich piosenek może posłucha innym razem :)
        Pozdrawiam serdecznie.

  2. Czesc,

    Fajny blog. Chcialbym sie tylko zapytac, czemu woda z czajnika jest lepsza dla brzuszka?
    Mieszkamy w Holandii i tutaj dzieci tez pija kranowke, chodza zima bez czapek etc. Wydaje mi sie, ze to typowe przyzwyczajenia z Polski powoduja, ze ubiera sie dzieci za cieplo, albo za mocno chuch a i dmucha. Nie mowiac juz o baterii lekow, ktore nalezy podac dziecku kiedy jest przeziebione.
    Co do jezyka, to nie wiem w jakim wieku dzieci ida do szkoly w Anglii, ale nasi synowie rozna w rodzinie Polskiej, z polska tv i ksiazeczkami, a porozumiewaja sie swobodnie po holendersku. A jedynym miejscem gdzie maja z nim kontakt to przedszkole i szkola.

    pozdrawiam

    • My w domu zimą mamy około 19 stopni, dzieci jak i my nie chodzą ciepło ubrane ale…jak jest zimą zimno zakłądają rajstopki pod spodnie, czapki, szaliki i rękawiczki. Jak w lutym było 15 stopni nie nosiły czapek, szalików i rękawiczek ale jak jest 2-3 stopnie albo -10 to tez nie zakłądacie czapek? Nie chucham nie dmucham ale jak sama zakładam sweter to dziecko ma isc na golasa? Bo tak tez widziałam dzieci u siostry w Walii. Mama okutana w płąszczyk, szalik i grube rajt, dzieciak w krótkich gatkach i cienkiej bluzeczce…z gilem do pasa. Nie uwazam zby gil do pasa zagrażał mojemu dziecku ale wyjąsnijcie mi proszę taki sposób ubierania dzieci?

      • Anglicy chyba maja inny komfort cieplny.. Niejednokrotnie widziałam maluchy w wózkach bez butów i skarpet przy temperaturze 2-3 stopnie (odczuwalnej -5). Mamusie co prawda w sweterkach i szaliczkach, ale na bosych nogach klapeczki:)

        • Ale te mamy wcale nie były lżej ubrane niż my. Tylko dzieci rogogolone. Jedna mama okutana w szalik chyba 3 metrowy i gruby płasz, maluch w szorcikach i bluzeczce..

          • No bo One były trendy, no bo kto „normalny” nosi skarpety do klapek i sandałów.?
            …….Jedynie zapobiegliwy i praktyczny Polak. Bo może wyglądać byle jak, ale ma wyglądać. Wkurzają mnie twierdzenia że skarpetki są FE ! Lepiej zabrudzić skarpety niż po spacerze w restauracji przed obiadem myć unurane ulicznym syfem stopy w restauracyjnej umywalce. To dopiero trendy flejtuchy.
            Przypomina mi się rozmowa Polaka z Niemcem bardzo zdziwionym że podczas deszczu na chodniku w Polsce są kałuże.
            Na to odpowiada Polak…..no przecież pada deszcz.
            A na to Niemiec: NO WŁAŚNIE

        • a te mamy nie byly „mocno opalone”? bo tutaj, we Francji, tylko takie chodza w klapeczkach :-), a Francuzki raczej w balerinkach czy innych „car shoe” (mocasynach)
          pozdrawiam!

          • Właśnie ja też mam wrażenie, że murzyni mają jednak inne receptory na skórze ;) Zimą chodzą w japonkach i bluzeczkach z krótkim rękawem (dzieci też), a jak jest upał to ubrani jak na Syberię: swetry, ciepłe bezrękawniki, czapki podszyte futerkiem i … ani kropli potu :)

      • W holandii jest podobnie. Dzieci w sandalkach, albo krotkich spodenkach a rodzice opatuleni jak na syberii. Z drugiej strony co mnie doprowadza do szewskiej pasji, to to ze w szkole nie zmienia sie butow, Wiec albo dziecko marznie po drodze do szkoly w lekkich butkach i potem tak samo podczas zajec jak wyjda na dwor, albo chodzi w klasie, w ktorej jest ok 19 stopni caly dzien w zimowych butach.
        Na szczascie klimat w Holandii nie jest ostry, wiec da sie przezyc.

        • no to identycznie jak w Anglii- maluchy przy temperaturach poniżej 5 stopni chodzą w skarpetkach, i butów też się w szkole nie zmienia….

  3. Jeszcze w ramach krzewienia jezyka polskiego, to co to znaczy bilingwalny ?
    Bo z tego co pamietam, to w „naszym”jezyku mowi sie dwujezyczny :).
    Chyba, ze ten tytul to mial byc tzw „attention grabber”:)

  4. A może spróbowałaby pani uczyć języka polskiego koleżanki córki? Oczywiście bezpłatnie.
    Jeżeli rodzice koleżanek są przyjazne to sądzę, że nie będzie problemu.Rodzicom tychże dzieci także można coś niecoś o Polsce poopowiadać. Przecież jesteśmy ciekawi świata i zawsze lubimy posłuchać o innym kraju- jak się żyje, jakie są problemy, zabytki, kultura itp.
    A może się mylę?
    Pozdrawiam

  5. Z tą wodą „z czajnika” to jakiś steroeotyp, przeżytek jeszcze z czasów studni na podwórku. Do tej pory moja Mama (za Babcią) powtarza: „nie pij surowej wody!”. Ta „surowa” woda do tej pory mnie śmieszy – a jaka ma być, pieczona czy smażona? Z Żoną już mi się nie chce o to kopii kruszyć… niech ma tę swoją czajnikową.

    Osobiście piłem wodę z kranu niemal zawsze, kiedy Mama nie patrzyła, a od czasów studenckich – zawsze. I żyję! Przecież nie będę marnował cennego czasu przed kompem na podgrzewanie a potem znów chłodzenie jakiejś durnej wody, a do tego jeszcze czajnik spalę, jak się zapomnę! Poza tym woda przegotowana jest ohydna w smaku… sole wapnia i magnezu zostały na ściankach czajnika!

    Z bakteriami w wodociągu to jest jakaś paranoja – woda jest *stale* kontrolowana w stacji uzdatniania, jakby tam się najmniejsza bakteryjka pojawiła, Sanepid by to zamknął w trymiga! Owszem, czasem woda może być niesmaczna, żelazista, jeśli rury są zardzewiałe – ale to jest dziś jakiś kompletny margines.

    • Dokładnie – woda stołowa butelkowana ma taki sam skład jak woda z kranu. W labolatorium zakładu wodnego, w wodzie wodociągowej (przed uzdatnieniem ozonem lub chlorem) żyją bardzo wrazliwe na zanieszczyszczenia małże. Są pilnie obserwowane przez czujniki, czy im się warunki życia nie pogorszyły. Kiedy tylko zamykają skorupki, natychmiast wszczynany jest alarm i woda jest odcinana.
      Ja też piję wodę z kranu.

      • Woda jest stale kontrolowana w stacji uzdatniania wody, ale odbiorca jest na tzw. krancu sieci. Do skazenia wody dochodzi w przewodach wodociagowych przed samym kranem. O bakteriach legionella slyszal?
        Ja tam wode z kranu pije tylko w herbacie. Jak mam ochote napic sie chlodnej wody pije ta butelkowana np naleczowianke albo zywiec. Zgrzewke wode mam zawsze w domu. Dla mnie tez to szok jak mozna pic wode z czajnika, a w dodatku czestowac nia gosci.

  6. Małe dzieci nie mówią samochód tylko auto i tym sposobem problem zostaje rozwiązany.
    Ani zabawne te anegdoty ani interesujące. Proponuje wziąć się za naukę kolejnego języka zamiast wypisywać te bzdety.

      • A ja się zupełnie zgadzam z Koko i wcale nie uważam, że jej komentarz jest bzdetny. Anegdoty z tekstu nie są ani śmieszne, ani interesujące. „Mała Angielka” zaginająca na każdym kroku polską mamusię to już delikatna przesada. Dziecko jak każde inne. Mieszkam w USA od 20 lat, moje dzieci mają tutaj mnóstwo amerykańskich kolegów i koleżanek. Owszem, kiedy mali Amerykanie przychodzą do nas do domu na obiad lub kolację, pytają o mac&cheese (makaron z serem) lub pizzę, ale żeby mnie to w jakąś konsternację miało wprawiać, to chyba bym padła. Nie ma i koniec – na obiad jest, to co jest. Na deser to samo – dziecko i moje i amerykańskie ma dwa do wyboru. Jeśli się dziecku nie podoba – nie wpadam w panikę – o Boże, muszę znaleźć coś amerykańskiego. Generalnie nie chce mi się tego już więcej komentować, ale dla mnie to kolejny tekst zakompleksionej mamusi, klękającej przed „Małą Angielką” na kolana. Tyle w temacie.

        • „Mała Angielka” to przenośnia…i złożyło się na nią kilka Angielek, mam nadzieję, że również klękanie na kolana to przenośnia ;) tym bardziej, że custard czyli polewy budyniowej lub wszechobecnych tu dla dzieci czipsów nie zakupię choćby sto małych i dużych Angielek mnie o to pytało ;)

  7. Niech mi ktoś wyjasni czemu dzieci w Anglii, Walii i pewnie kilku jeszcze krajach są tak lekko ubrane w stosunku do opiekunów. Ja nie mówie zeby dziecko opatulać niezaleznie od pogody bo moje pierwsze maja sciągne czapki, nie chodzą w kurtce zimowej jak jest 15 stopni w lutym, latem nawet jak miały 2-3 miesiace nie miały czapeki jak było bez wiatru. Nie widzę powodu dziecka ubierac grubiej niż siebie. Jak ja mam krótki rękaw dziecko nie ma swetra…ale wyjasnijcie mi proszę filozofię zakąłdania dziecku krótkich spodenek i koszulka kiedy mama czy tata mają gruby sweter, spodnie i często szalik. Dziecko się rusza, biega ja rozumiem ale mama nie jedzie w lektyce…W Walii nasłuchałąm sie ze przegrzewam dziecko bo w chłodny i wietrzny dzień mała miała geterki i sweterek, ja tez miałam sweter!

  8. Tak,najbardziej nie cierpię zakutych łbów,jakie mają duzi anglicy i duże angielki:p:))
    chyba nie muszę dodawać,że to żart w stylu polskim:)
    ta ich tolerancja nie wiadomo skąd się bierze,na dodatek brak szacunku dla papieża(naszego),nie mówią już o braku wiedzy dotyczącej innych języków,jakby byli pępkami świata,no i brak urody,chociaż ksieżna to akurat jest dosyć ładna:P

  9. Kilku spraw nie rozumiem….
    Dziadkowie np – skoro Ty muszi o polskich dziadkach „bacia i dziadek’ to w tym czasie tata powinien mówić o tych samych osobach „grandma and grandpa’. Chcesz dobrze ale uczysz dziecko złych nawyków i ono nie jest dwujęzyczne, ono zna słówka polskie i angielskie i tu jest problem. Musicie z tata działać wspólnie i trzymać się OPOL.

    I dziadko i tacie się przyda jak się kilku słówek po polsku nauczą. Wszystkim wyjdzie na zdrowie.

    Tea – to nie żadne przekąski tylko poprostu obiad. W PL dalej się nauczą że dinner to obiad. Ja to przechodzę w moją angielską rodziną, zwłaszcza w niedzielę. Nie ma lunchu tylko o 13 jest DINNER a pożniej TEA. Tzw teat time to okolice 17-18 i normalny obiad. Tak to działa u osoób pracujących, którzy jedzą lunch w ok połódnia.

    Co do ubierania dzieci to faktycznie porażka aż się włos jeży jak widzę kilku miesięczne czy wręcz kilkutygodnowe maleństwo ledwo w krótkich śpioszkach a mama i tata 2 szaliki. Oni chcą maluchy chartować tylko później się dziwią że tyle przypadków sepsy i innych wyjątkowo wstrętnych chorób. W PL wiadomo że też dzieci chorują ale nie na taką skalę jak tu.

    Ta mała Angielka to wyjątkowo głupia chyba. Dzieci wiedzą że niektórzy mieszkają w domu inni w mieszkaniach no chyba że rodzice ich niczego nie uczą i nigdzie z nimi nie chodzą.

    W PL piję się wodę przegotowaną bo jest syf, w UK piję się wodę z kranu bo jest dopuszczona do pija bez przegotowania. Następnym razem zainwestuj w filtr wszystkim wyjdzie na zdrowie.

    A dzieci należy uczyć różnic kulturowych to nie będzie takich wpadek!

    Mam nadzieję że dobze się miszka w Yorku, pięknie tam, mieszkałam przez rok.

    • Uważam, że kilka odstępstw od OPOL nie sprawia, że moje dzieci znają jedynie „słówka” w obydwu językach. Akurat i dziadek i tata znają kilka słówek po polsku (tata dużo więcej niż „kilka słówek”) – chyba pełne OPOL byłoby właśnie jakby ich nie znali (obecnie używają polskich słów „babcia”, „dziadek”, „ciocia”, „wujek”)
      Ja „tea” tłumaczę jako „podwieczorek” :)

    • a tea to tak naprawde herbata, mama mojego obecnego meza zawolala z kuchni tea time schodzac z pokoju z gory myslalam ze bedzie herbatka i jakies ciasto a tu na stole obiad podany masakra jakas :)

    • Emu,
      W Anglii jezyk i nazewnictwo roznia sie w zaleznosci od pochodzenia klasowego. Klasa srednia – posilek o 13tej to Lunch, podwieczorek o 17 to Tea, kolacja o godz. 19 to Dinner lub Supper.
      Klasa robotnicza (lub polnoc Anglii) – posilek o godz.13 nazywa Dinner a wieczorna kolacje o godz.18 to jest Tea. Reszty nie ma.
      Wszystkim polecam wspaniala ksiazke brytyjskiej antropolozki Kate Fox
      Watching the English (w przekl. pol. Przejrzec Anglikow) ktora jest wspanialym zrodlem wiedzy o tym kraju i jego zwyczajach.

      Moge dodac, ze moj maz jest Anglikiem ale udalo mi sie wychowac troje dwujezycznych dzieci, kiedy w Anglii nie bylo jeszcze tylu Polakow co teraz. Ciezka praca, zasada OPOL ale bez alienacji srodowiskowej czy kulturowej. Mali Anglicy odmawiali polskich swiezych obiadkow wiec przeszlam na chicken nuggets i chipsy. Za to wprowadzilam racuchy z jablkami i zawsze byly hitem sezonu! Czeste wyjazdy do Polski w tym bardzo wazne polskie kolonie, obozy i biwaki, ktorych w Anglii jak na lekarstwo a na ktorych zawarte zostaly polskie przyjaznie, trwajace od 20 lat. A druzba na slubie tez byl z Polski!

      Pozdrowienia i zyczenia wytrwalosci

      Anka

  10. Sympatyczny blog Doris.
    Moge tylko zalowac, ze Doris nie mieszka we Wloszech bo chetnie bym przeczytala spostrzezenia polskiej mamy o wychowaniu swojego dziecka we Wloszech.
    W kazdym razie ja tez nigdy nie pije kranowki. Faktem jest ze woda z czajnika zaparzam tylko herbate (nota bene to, ze moja corka pije herbate jest tutaj odebrane jako „wykroczenie”, herbaty zawierajacej pobudzajaca teine nawet „duzi” Wlosi pija niezmiernie rzadko, srednio 1 herbate na rok a moze i mniej, w rachube wchodza ewentualnie herbatki z rumianka i innych ziol, a co dopiero dziecko!!), wode na „ochlode” kupuje w butelkach.
    Tez nie daje do sluchania polskich CD wloskim dzieciom. W tym wieku dzieci/mlodziez sa bardzo uwrazliwieni na odstepstwa od reguly, chca byc „w normie”, a norma dla nich to zabawy w jezyku wloskim. Rowniez norma dla nich jest zabawa w wloskimi dziecmi po wlosku. Moje dziecko prosilo mnie, zebym nie mowila przy innych dzieciach z nia po polsku bo sie wstydzi. I to uszanowalam. Nie chce byc „inna”.
    No a co do skarpetek na gole nogi … !!!
    Tu juz chyba nie musze dodawac, ze podejscie do temperatury i odpowiedniego ubrania dzieci jest absolutnie odwrotne !! Tu juz przy 15° Wlochom jest zimno i dzieci zaczynaja nosic czapeczki (nie mowiac o rajstopkach, ktore tak ok.20°). Gdy zapowiadane sa opady sniegu moja tesciowa przygotowuje sie do nich jakby miala jechac na rok na Antarktyde: natychmiast zakupy zeby miec cos na zapas, znosi drewno zeby moc palic w kominku …. Kiedys podczas kreskowki z Kaczorem Donaldem widzialam, ze Donald robil aniolki na sniegu. Natychmiast to podlapalam, i opowiedzialam corce, ze ja tez tak robilam z kolezankami gdy bylam dzieckiem. Chyba bardzo jej sie to zpodobalo. W rok pozniej bylam na kilkudniowym wyjzedzie w Nowym Yorku i akurat wtedy spadl u nas pierwszy snieg. Dziecko zrozpaczone, zaplakane, blagalo mnie przez telefon zebym powiedxziala babci (wloskiej) zeby ja wypusciala na dwor. Babcia w ogole nie chciala mnie sluchac. Mowila, ze dziecko nie wiedziec czemu polozylo sie na snieg i nie chciala wstac. No to zmaknela ja w domu i na nic moje prosby o to, zeby ja ubrac cieplo i pozwlic kawdrans na tym sniegu polezec. Babcia, na odleglosc telefoniczna, nie dala sie przekonac. Gdy wrocilam do Wloch po sniegu nie bylo juz sladu.
    Moje dziecko musialo czekac caly nastepny rok !! W koncu spadlo troche sniegu i ja na szczescie bylam w domu. Bah, maz nawet zaproponowal zeby nie zaprowadzac jej do przedszkola (ani ja da pracy) bo jak wroce po poludniu to sniegu juz nie bedzie ! No to zostalam w domu. Ubralam ja cieplo i corcia w koncu na sniegu sie polozyola i narobila dogroma aniolkow. Zawolala nawet babcie zeby sie patrzyla na nia przez okno. Babcia byla w szoku i bardzo na mnie nalegala, zeby jej zabronic. A ja na odwrot. Ugotowalam na obiad makaron w sosie pomidorowym i wsadzilam go do plastikowych pojemniczkow, zrobilam do termosu herbate (o zgrozo!!) i taki obiad zjadlysmy na sniegu w ogrodzie. To byla nasa „baza na Mount Everest”. Ten poranek bardzo wyryl sie w pamieci mojego dziecka. Byla szczesliwa. A potem jeszcze przez kilka lat, jako jedyna w przedszkolu, a potem w szkole, jako jedyna wiedziala, ze Mount Everest jest najwyzsza gora swiata w lancuchu Himalajow. Do tej pory jest prymasem, bo wlasnie uczy sie geografii fizycznej Europey, a pozostale kontynenty chyba dopiero w przyszlym roku szkolnym.

    PS. Pytanie z ciekawosci do mam w Anglii. W zeszlym roku, w ramach szkolnego projektu Comenius, goscilismy przez klika dni w naszym domu angielskie dziewczynki (8 lat). Tesciowa gotowala im wloskie przysmaki, ktore one prawie wcale nie jadly. One wogole prawie nic u nas nie jadly. Po wyjezdzie gdy weszlam do ich pokoju aby posprzatac, w koncu odkrylam niezliczone ilosci papierkow po roznych batonach, ciastkach, cukierkach, doslownie cala podloga zasypana kilkoma centymatrami papierkow. Moje dziecko przez cale zycie tyle ich nie zjadlo ile one przez kilka dni (nota bene byly szczuple!). Przez analogie, gdyby moje dziecko jechalo do Anglii z pewnoscia nia mialoby tyle slodyczy bo: 1/ ja bym ich nie wsadzila 2/sama jeszcze nie ma mozliwosci zrobic takich zakupow bez mojej obecnosci. A jak to jest w Anglii ? Czy to ich mamy powsadzaly te slodycze bo sie baly, ze we Wloszech nie ma nic smacznego do jedzenia ? czy tez dziewczynki same, sa az tak samodzielne, ze narobily sobie zapasy przed przyjazdem do nas, bez wiedzy mam ?

    • Nie wiem jak jest w Anglii, ale Holendrzy pomimo tego, ze duzo podrowuja, to wyobrazaja soebie Polske jak jakies panstwo azjatyckie. Wyjezdzajac do Polski, nalezy sie zaszczepic na zoltaczke i jeszcze kilka innych chorob :) Wcale bym sie nie zdziwil, gdyby Holender zaopatrzyl swoje dziecko w taki zestaw awaryjny na wypadek, gdyby sie okazalo, ze polskie jedzenie jest niejadalne.

    • powsadzały słodycze gdyż tutaj słodycze są na porządku dziennym- dzieciom słodycze typu lizaki i żelki są dawane przez nauczycielki jako nagroda a jedzenie czipsów z torebek to typowy przysmak, którym mamy i dziadkowie witają swoje dzieci po szkole lub podają w trakcie zapraszanych podwieczorków (tea)…

  11. a moj 6cio letni synek miesza angielski z polskim i tak powstaly slowa jak turnic czyli zakrecac i osa zamiast urzadlic to ustingli hahaha

    • moja corka gdy miala ok 3 lat tez tworzyla takie ciekawe zbitki jezykowe pol-ang i ang-ang np. homek ( domek – home) czy bloon ( blue baloon);
      w wieku ok. 4 lat dodawala ang. koncowki liczby mnogiej do pol. wyrazow i tak mielismy kwiatki typu zabas ( frogs), kredkas ( crayons) itp.;
      teraz eksperymentuje z odmienia polskich wyrazow albo spolczsza sobie angielskie i tez mamy kwiatki np. klejalam ( kleila cos) albo ja mejdalam ( zrobilam cos); dodam jeszcze ze urodzila sie i wychowuje sie w Kanadzie w czysto polskiej rodzinie ale od malego chodzila do przedszkola i szkoly kanadyjskiej;

  12. HEj, co ty z ta woda przegotowana? u mnie (Anglia) i ja i maz i dzieci pijemy kranowke! W pl tez ale tylko u rodzicow. najsmaczniejsza :)
    uwaga! jeszcze Zyjemy ;)

    • pewnie to zależy od regionu-u mnie w Krakowie woda w kranie jest bardzo twarda.przegotowaną wodę używam obsesyjnie do wszystkiego[pranie z jakimś calgonem-norma,puszczanie prania ze szmatkami nasączonymi octem-też norma;/],a czajnik[taki na kuchenkę,nie elektryczny] wymieniam raz na pół roku;/

    • ja też kranówkę piję, ale wciąż czuję się winna podając taka wodę dzieciom….jakoś z dzieciństwa mi zostało gdzie kranówka była traktowana- jak wspomniałam- niemal jak zbrodnia

  13. U nas jest jeszcze ciekawiej bo jezyki mamy 3….I jedno dziecko mialo problem z mowieniem w jakimkolwiek jezyku. Poniewaz przez dluzszy czas chodzilo na terapie I do przedszkola, musielismy podjac decyzje o czasowym zaprzestaniu „dwoch innych” jezykow I skupic sie na jezyku tubylczym ….teraz powoli wracamy do „naszych” I wlasnie bajki I piosenki sa super pomyslem..dzieci ucza sie slowek nawet nie wiedzac…moje uwielbiaja fasolki , bebe lily I rybke mini :)
    nie jest latwo ale….damy rade

  14. ja zauważyłam że małe amerykaniątką tudzież brytolątka zamiast „exsequese me,miss,give me that toy…ęą-ąę”;-) tylko uproszczone,urocze „gimmi!” i od razu wiadomo o co chodzi:)

  15. Moje dzieci sa troche starsze. Corka mieszka w Londynie a my z chlopakami w Szwecji. Chlopak corki jest anglikiem a dziewczyna starszego syna pochodzi z Anglii, studiuje w Szwecji a jej rodzice to anglik i szwedka. Karuzela jezykowa rusza wtedy, gdy sie wszyscy spotykamy. Prawie wieza Babel, choc to tylko trzy jezyki – polski, angielski i szwedzki bo zazwyczaj towarzysza nam szwedzcy koledzy chlopakow. I niestety ja wtedy czuje sie najbardziej zdezorientowany :) ale wesolo jest :)

  16. Troszeczkę rozumiem sprawę. Otóż na moją jedną prababcię, która była niemieckojęzyczna, mówiłam Oma. Jakież było zdziwienie drugiej prababci lub starszych, siwych pań spotkanych na ulicy, które również nazywałam: Oma. Do tej pory, nawet jeśli już minęło kilka dobrych lat od mojego dziecięctwa, od razu nasuwa mi się to słowo, kiedy widzę siwą babuleńkę. Oma do tej pory brzmi dla mnie bardziej naturalnie niż prababcia :)

  17. Moje dzieci tez sa dwujezyczne. Mieszkamy w Niemczech i nie wyobrazam sobie, zeby nie mowily po Polsku. I maja dwie babcie i dwoch dziadkow. Jakos to dla mnie nie problem i dla nich tez nie. Potrafia bez klopotu rozdzielic z kim maja w jakim jezyku rozmawiac. A jak odwiedzaja ich koledzy i kolezanki? No coz… moj dom, moje zasady. Jak trzeba to i kreskowki po polsku ogladaja. Jedzenie „nasze” smakuje im zawsze lepiej i musze wszystkim przepisy dawac.

    • w takim razie fantastycznie :) Moje polskie zupy zupełnie nie podeszły małym Angielkom (może to kwestia mojego gotowania ;)) więc by uprościć sprawę jak przychodzą koleżanki podgrzewam ich gotowe „sausage rolls” ze sklepu- zjadają do ostatniego okruszka a dla mnie prościej :)

  18. Dawno dawno temu w latach 70 i 80 XX wieku byłem w USA a konkretnie w Chicago.Polscy artysci ci z wyzszej pólki lubieli do tego miasta przyjeżdżać i dawać koncerty niekoniecznie w salach koncertowych na Jackowie.Dawali je równiez w zwykłych tawernach,gdzie zmeczeni po tygodniowej pracy rodacy szukali troche rozrywki a oni dodatkowego grosza.Wiadomo dume artysty trzeba było włozyc do kieszeni i nawet za 5 do 10 dolarów szczęśliwy emigrant ,który bardzo tesknił za Polską mógł usłyszec piosenke najbardziej znana w Polsce „góralu czy ci nie żal’ w wykonaniu uznanego artysty.I tak w przytulnej tawernie na południu Chicago pod sympatyczną nazwa „Cisza Leśna” niespodziewanie znalazł sie artysta ,który w swoim repertuarze miał piosenke „Daj ,daj, daj nie odmawiaj daj” Polskie daj a angielskie die nie oznacza tylko zgiń ,przepadnij ale takze umierać. Moja była amerykańska dziewczyna chciała poznac koloryt polskich wieczorów tanecznych wiec ją do tejze tawerny zaprosiłem. Nagłosnienie mieli dobre ,tak ,ze juz na parkingu przywitał nas dzwieczny głos artysty słowami piosenki „daj”.Sharon wrosła twardo w jezdnie jak baobab w afrykanskim buszu.Zen/to od Zenona/ ,przeciez miałes mnie wziąc na potańcówke a nie do domu pogrzebowego.Dopiero wtedy zaskoczyłem o co chodzi.Śmiałem sie tak serdecznie, ze wszyscy wkoło gapili sie na mnie moze nie jak na wariata,ale jak na nawalonego i zapewne nie mysleli o alkoholu.Wytłumaczyłem jej o co chodzi,a ze była dziewczyną z poczuciem humoru to zamist w tawernie wyladowalismy u niej w pokoju.Nie wiem,moze była troche perwersyjna,bo musiałem ciagle jej nucic – Daj daj daj nie odmawiaj daj- co ją tak nakreciło,ze rano poczułem sie jak sledz bałtycki w beczce po obfitym połowie.I tak fonetyczne daj i die było w przyszłosci fetyszem do naszych igraszek przez długie sobotnie miesiące.Margaret wyjechała razem z rodzina na Alaske ,bo ojciec znalażł tam dobrą prace.Teraz na stare lata gdy przypadkowo usłysze ta piosenkę ,usmiecham sie i widze promienną Sharon i mnie szepczacego jej do ucha „daj-die”.

  19. Mieszkam w Niemczech. Moja 3letnia córka od roku chodzi do niemieckiej niani. Tam po raz pierwszy miała kontakt z obcym językiem, bo w domu mówimy tylko po polsku. I ona doskonale wie gdzie i z kim w jakim języku trzeba rozmawiać. Najzabawniejsze dla mnie było to, gdy kiedyś odezwałam się do niej po niemiecku a ona do mnie mówi: ‚Mama nie mów! Tak Andrea (opiekunka) może mówić, ty nie!’ ;)

  20. Nie rozumiem tych zachwytow! Do trzeciego roku zycia moj syn mowil wylacznie po polsku, pozniej zaczal uczeszczac do przedszkola na 3 godziny dziennie by nauczyc sie poprawnej wymowy w jezyku angielskim. Efekt byl taki, ze gdy rozpoczal nauke w szkole plynnie mowil po angielsku I po polsku. W tej chwili zna jeszcze irlandzki. W drugiej klasie, w ciagu 3 miesiecy nauczyl sie czytac poprawnie po polsku I angielsku (troche ma problemy z pisaniem po polsku ale pracujemy nad tym) I nie mialam potrzeby stosowania specjalnych metod typu „mama jest nienormalna I nie rozumie co sie do niej mowi”. To smieszne. Moj syn ma roznych kolegow ale zadnemu polskiemu dziecku nie sprawia problemu rozmowa po angielsku, gdy bawia sie w swoim gronie najczesciej mowia po polsku, czasami w obydwu jezykach na raz, gdy towarzystwo jest mieszane tylko po angielsku. To chyba naturalne I nie uwazam za sluszne nazywanie babc w roznych jezykach, wystarczy powiedziec: po polsku jest tak, po angielsku jest tak a po wlosku tak… a wtedy syn dodaje irlandzka wersje I po klopocie… Mnie tez sie zdarza mowic do syna po angielsku, nie dla tego, ze jest latwiej tylko dlatego, ze mnie tez nie robi roznicy jezyk w ktorym sie porozumiewamy. Ciekawa jestem jak chodzicie do kina lub na zakupy – w UK tylko tata, w PL tylko mama? Bo przeciez mama nie rozumie.

    • Teraz to ja chyba nie rozumiem…dzieci słyszą zarówno mnie mówiącą po angielsku jak i tatą mówiącego po polsku więc na zakupy całe szczęście możemy chodzić wszędzie bez ograniczeń ;)- po prostu w ramach OPOL ze mną rozmawiają w jednym języku, z tatą w drugim (plus wymieniłam kilka słów-wyjątków, których nie tłumaczymy= są dla nas jak nazwy własne- co nie zmienia faktu, że dzieci wiedzą że inne dzieci mają babcie i dziadków lub grandma/grandads w zależności od kraju zamieszkania)

  21. BILINGWALNY!!!!!!!! Kolejny przejaw polskiego kabotynstwa.

    MAŁY SŁOWNIK KABOTYNÓW

    Wszystkie słowa zasłyszane w mediach a użyte przez dziennikarzy, polityków i nie tylko. Ukazują ogromną „zagramaniczność y eligancję” wśród Głu-Polan.

    Bekap – back up (but not in computer context) dawniej wsparcie
    Bilingwalny – ang. Bilingual – dawniej: dwujezyczny
    Billinngi – Telephone billings – dawniej: rachunki
    Bojs – boys – dawniej chłopaki
    Brandować – – branding – dawniej oznaczać
    Celebryci – celebrities – dawniej gwiazdy
    Convenience “typ sklepu” – dawniej sklepik osiedlowy, albo zwyczajnie sklepik
    Czatować – chating – dawniej gadać
    Defensorzy – from defence (should be defenders) – dawniej obrońcy
    Destynacja – destination – dawniej – kierunek, cel
    Deweloper – dawniej firma budowlana
    Dezajn – design – dawniej projekt
    Dragi – drugs – dawniej narkotyki lub leki
    Dyskont – discount – dawniej przecena, obnizka ceny
    Dżentelmen – gentleman – dawniej „panowie”
    Ekspandować – expanding – dawniej rozszerzćc, rozprzestrzeniać
    Fitnes klub – fitnness club – dawniej siłownia
    Ful – full – dawniej pełne, pełno
    Fak – f**k – najbliżej jest do naszego starego „ k***a!”
    Fit – fit – dawiej – sprawny/a
    Fokusować – to focus – dawniej zwróci na coś uwagę
    Fluktuje – fluctuate – dawniej wachanie się
    Hejter – z „hate” – mienawidzieć –
    Indyferentnie – indifference – dawniej obojętnie
    Ingrydjencje – ingredients – dawniej składniki
    Injekcja – injection – dawniej zastrzyk
    iwenty – events – dawniej wydarzenia
    kancerogenny – cancrogenous – dawniej rakotwórczy
    koncyliacyjna postawa – reconciliation dawniej postawa ugodowa, gotowość do
    ugody
    Krejzole – crazy people – dawniej po prostu świr, świry
    Lajki – od „like it” na Facebook’u – dawniej „lubie to”
    Lajdis – ladies – dawniej „panie”
    Lanchownia – z ang. Lunch – dawniej „barek, knajpka”
    Lead – „w leadzie tekstu” – dawniej „na początku”
    Men ( mój men) – Man – dawniej chłop, facet
    Menadżery – managers – dawniej kierownicy
    „motyle w brzuchu”- “butterflies in the stomach” – co za żałosna „kalka”
    Na topie – on top (used in wrong context) – dawniej na szczycie
    Njusy – News – dawniej wiadomości
    Optować – opt to – dawniej woleć, skłaniać się
    Organajzer – organiser – dawniej organizator
    Autdorowa odzież – z ang. Outdoor – dawniej zwykłe ubranie
    Pejoratywny – pejorative – dawniej pogardliwy
    Pointować – pointing to – dawniej wskazywać

    • Jezeli jako jedyny w szkole zostal zwoniony z dodatkowych zajec jezykowych (na ktore uczeszczaja wszystkie dzieci w naszej szkole majace problemy z jezykiem, nawet miejscowe czytaj: irlandzkie) po dwoch miesiacach od rozpoczecia szkoly, nie mam powodow by myslec inaczej. Od samego poczatku mowil po angielsku komunikatywnie (nie aaa.. eee.. po prostu formulowal pelne zdania bez zastanowienia), w miare nauki poglebiajac slownictwo. W tamtym czasie przed szkola jedynym supportem jaki mial moj syn byly bajki po angielsku w tv I miejscowi koledzy na placu zabaw. Nigdy na sile go nie uczylam, tylko tlumaczylam na oba jezyki w zalezonosci od potrzeby. Dzieci chlona wiedze jak gabka, na prawde nie widze powodu by stosowac restrykcje w nauce. Moj syn od pocztku ma 8/9 na 10 pkt z wszystkich testow z ang, wedlug oceny jego pani to genialny wynik (zwykle sa 2-3 w klasie na ponad 30 osob), powiedziala mi, ze 6-7 to jest super wynik dla miejscowych dzieci wiec moze po prostu moj chlopak jest wyjatkowy (no dla mnie jest na pewno :)). Sprawdze jak wprowadza niebawem kolejny jezyk w szkole, dla niego to bedzie juz 4ty po polskim, angielskim, irlandzkim bedzie francuski badz niemiecki…

    • Słownik zgromadzony przez Ciebie robi wrażenie :).
      Słowo bilingwalny nie jest jednak jedynie słowem zasłyszanym ale znajduje się w Słowniku Języka Polskiego – stąd go użyłam, większość słów z Twojej listy w Słowniku tym się nie znajduje.
      Słowo bilingwalny używane jest powszechnie nie przez polityków ale osoby, których Głu-Polanami, chyba trudno nazwać- są to bowiem naukowcy- osoby z minimum stopniem doktora (proponuję wpisać frazę w Internecie i zobaczyć ile istotnych opracowań naukowych w dziedzinie bilingwizmu zostało opublikowanych)- a tak w skrócie: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,379349,wczesny-bilingwizm-pozytywnie-wplywa-na-rozwoj-dzieci.html

  22. Według mnie jednak jesteś zakompleksiona i zahukana polka, która lata na dwóch lapkach i wlazi w cztery litery panom i wladcom anglikom, bo a nóż państwo wielcy Anglicy poczują sięul urazeni i nieswojo w polskim domu. Dlaczego angielskie dzieci miały by się czuć dziwnie tańcząc do polskich piosenek? Polskie piosenki śmierdzą? Dlaczego domagali sięal angielskich przysmaków a nie chcieli jeść polskich? wkoncu byli w polskim domu. Nie smakowało im? Dobre wychowanie nakazuje przyjąć wszystko z miłym komplementem a nie fochy stroic będąc w gosciach. Dlaczego twoje dziecko na się czuć gorsze bądź być postrzegane jako gorsze jeżeli mówi po polsku, słucha polskich piosenek i je polskie jedzenie? Bo tak twoi angielscy znajomi pomyślą bądź okażą to wprost ze jesteście gorsi z tego powodu? Czas najwyższy zmienić znajomych. wkoncu byli w polskim domu w gosciach ,Dlaczego nie byli zainteresowani zjeść polskiej potrawy i posłuchać polskiej muzyki, albo nawet nauczyć się dla własnej przyjemności polskiego Jak się masz.
    Wygląda na to ze twoi znajomi to zwykli angielscy wiochmeni niewykonania w obyciu.
    Mieszkalam 9 lat w kraju hiszpsnsko jezycznym i moi znajomi, również dziećmi prosili mnie o przygotowanie polskich dań i włączenia polskich utworow muzycznych. Każdy chętnie się uczył paru słów po polsku i byli dumni z tego ze jedli polskie dania i słuchali polskich piosenek. Choć dania też nie zawsze im pochodziły smakowo zawsze je zachowali i cieszyli się ze mogą spróbować. Nigdy się nie wysilalam na ugotowane ryżu i czarnej fasoli która oni jadali 3 razu dziennie. U mnie w domu tego się nie jadalo i tyle. Jednak jak Ja byłam w gosciach to jadłam tą fasolę z uśmiechem na ustach i zachwalalam gospodynie pomimo że przez następne dni mój żołądek cierpiał.
    Od roku mieszkam w Azji i też się nie wysilam na tutejsze potrawy których po pierwsze nie widziałblabym jak je wogole jeść bo drugie cały przewód pokarmowy bym miała spalony od przypraw. Jednak wszyscy od męża z pracy domagają się żeby przyniósł polskie jedzenie i chleba żeby spróbować. Nikt się nie krzywi że mówimy po polsku i ze świętujemy swoje święta. Dodam że mąż nie jest Polakiem i po kilku latach świetnie kuma Polski i mówi troszeczkę gorzej ale mówi.
    A teraz ty jedź do tych angielskich rodziców i ich dzieci i domagaj się bigosu i pierogów no i oczywiście polskich kolęd. Zobaczysz że będą mieli miny jakbyś mówiła do nich po chińsku żeby wyskoczyli z okien. Trochę szacunku dla siebie i swojej polskości i trochę lekcji dobrego wychowania dla tych twoich Anglików.
    Pozdrawiam

    • Wydaje mi się, że nie przeczytałaś tekstu ze zrozumieniem a chciałaś pokazać jak pięknie szerzysz polskość wśród innych (dorosłych ludzi!).
      Ja nie piszę o dorosłych Anglikach tylko o 5-letnich dzieciach wobec których -gratuluję- jeśli uda Ci się podyskutować o zasadach dobrego wychowania. I nie zamierzam odsuwać mojej córki od jej koleżanek z klasy bazując na zasadzie „jak Ci nie pasuje to won” ( po angielsku jest na to piękne określenie „My way or highway”) lub bazować jedynie na dzieciach z polskich domów.

      • Eee tam, chciala sie pokazac, co to ona nie jest – bo ludzie tez nie mieszkaja za granica i tez nie maja znajomych, ktorym przedstawiaja polska kulture. A zupelnie tematu nie zrozumiala – nauki jezyka przez dzieci w rodzinach dwujezycznych.
        Z wypowiedzi tez wydaje mi sie, ze ludzie nie bardzo wiedza, o czym pisza. „Moje dziecko jest super, bo rozmawiam z nim w jezyku i swietnie go zna” – naprawde? Jest roznica miedzy „chce siku”, a znajomoscia jezyka na poziomie nawet matury.

  23. Fajnie, tylko Program Dwujęzyczne Dzieci jest skierowany do dzieci, które uczą się angielskiego. Ja mam inną sytuację – moje wnuki mieszkają w USA, tylko dziadkowie (najczęściej przez Skypa) mówią z nimi po polsku i dzieciaki coraz bardziej się odsuwają od polskiego, a ja chciałabym bardzo, żeby były dwujęzyczne… Nigdy nie wiadomo, kiedy drugi język się może przydać.

  24. Jako polonistka stwierdzam, że słowo „bilingwialny” to koszmarek neologizmowy, szanujmy swój język i używajmy „dwujęzyczny”-co dobre jako terminologia naukowa, to nienajlepsze w codziennym języku…
    Zarówno z tekstu jak i wielu wypowiedzi widać, że jakoś (pewnie podświadomie) wypieramy z siebie polskość, to smutne.
    Jako dziecko byłam jakiś czas w rodzinie Hindusów i w domu szwedzkim; uwierzcie – bez problemu jadłam to, co serwowali gospodarze, bawiłam się z dziećmi i oglądałam obcojęzyczną telewizję. I chociaż miałam zachcianki (ogórki kiszone, krówki itp.) to nikt się nimi nie przejmował, dla mnie zaś brak tego czy owego nie był dramatem. Dziś wspominam z sentymentem Indie i Szwecję, bardzo odmienne od Polski kraje, ale jakże ciekawe dla polskiego dziecka, które poznało smaki, zapachy, zwyczaje i słowa, a przy tym miało frajdę z opowiadania o polskich zwyczajach, uczenia innych dzieci obcych im słów, piosenek czy wyliczanek. Kiedy pracowałam z dziećmi wśród których byli mali obcokrajowcy, nie widziałam by mieli kompleksy na punkcie swojego pochodzenia, chętnie dzielili się wiadomościami o swojej kulturze, języku: spontanicznie, normalnie. Gorzej było z kwestią wyznania, jeśli nie byli katolikami; wówczas czuli się dość dyskryminowani, no ale to już inna kwestia.
    Moja prośba – wielu z nas, Polaków mieszka na obczyźnie, ma tam dom, rodzinę i nie wróci do Polski; nie miejcie kompleksów, nie wymazujcie polskości z domu, z umysłu dzieci. W dorosłym życiu wasze pociechy będą Holendrami, Anglikami czy Australijczykami, ale bogatszymi o tradycje, język, kulturę swoich przodków, być Polakiem to nie wstyd. To bycie jest trudne, bolesne, pełne rozczarowań; ale także piękne zapachem domowych świąt, widokiem Mazur czy Tatr, rodzinnymi opowieściami i historią. I to jest skarb, który trzeba dzieciom dać. Pozdrawiam.

  25. a trzy jezyki w domu ;-). matka z Polski ojciec z Czech,mieszkamy w Anglii… to dopiero mix. rezultat:dzieci 12 lat,mowia plynniw w 3 jezykach a ich angielscy koledzy ogladaja polska tv :-)

    • Znam jeszcze lepszy mix-ona Polka, on Niemiec, mieszkają w Holandii, rozmawiają po angielsku. Dziecko w drodze… Tylko jaki język wybiorą? :)

      • też znałam podobną rodzinę tylko o innym miksie językowym…chłopczyk mówił wszystkimi czterema językami! (oczywiście na poziomie przedszkola- nie wiem czy faktycznie tak mu zostanie jak dorośnie…poczekamy, zobaczymy ;))

  26. Bardzo ciekawy wpis! Życie na obczyźnie pelne jest sytuacji szoku kulturowego, a to woda z kranu, a to mięso na wigilię…niesamowite jest, że najczęściej dzieci dwujęzyczne, żyjące w dwóch kulturach, świetnie się odnajdują w dwóch różnych rzeczywistościach i są w ten sposób otwarte na to, co inne, różne. Możemy się od nich uczyć :)
    Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>