Jak przetrwać lot z dziećmi – 7 złotych rad

Flying-with-Children-600-450x450Specyfiką związku z dwoma krajami jest częste latanie. Jako matka doświadczona w dziesiątkach lotów z dziećmi wiem, że podczas takiej podróży dziecko może:

  • marudzić (oh, oby tylko na tym pozostało….)
  • płakać
  • drzeć się
  • histerycznie rzucać się na ziemię
  • zmieniać przełączniki na lotnisku lub w samolocie powodując włączenie alarmu
  • zniknąć wśród tłumu niespodziewanie lub celowo rzucić się do ucieczki
  • wejść na taśmę bagażową
  • niespodziewanie zrobić siku na siebie, Ciebie i fotel samolotowy
  • zrobić numer 2 ;) po pachy
  • albo numer 3 na siebie, Ciebie i pasażera obok
  • wylać sok na wszystkich i wszystko dookoła
  • uprzeć się że chce chodzić w momencie turbulencji, startu lub lądowania lub że właśnie w tym momencie musi siusiu…

Te i jeszcze wiele innych mogłabym wymieniać i wymieniać…dzieci mogą wszystko i to chyba każdy rodzić wie.

Aby Wasza wymarzona podróż wakacyjna nie zmieniła się w mały koszmar, po którym będziecie musieli odpoczywać aż do kolejnego koszmaru powrotowego podzielę się zestawem porad, które mam nadzieję, uczynią Waszą podróż podniebną z dzieckiem o niebo lżejszą.

 

kącik zabaw- Lotnisko Chopina w Warszawie

1.

Jeszcze na lotnisku poszukaj kącika do zabaw dla dzieci- są one na większości polskich lotnisk, na tych z kolei gdzie takich dobrodziejstw brak świetnie w tej roli sprawdzają się np. kąciki gier (kasyn) dla dorosłych- rzadko kiedy są zajęte a dzieci magnetyzują ich światełka, dźwięki i dźwignie. Dziecko, które się wybiega przed lotem będzie spokojniejsze podczas podniebnej podróży- ba, może nawet zaśnie? :)

 

 

torebki2.

Ogranicz bagaż podręczny do niezbędnego minimum- im wolniejsze będą Twoje ręce tym szybsze będą Twoje reakcje wobec niesfornych dzieci. Bagaż dla dziecka w postaci jeżdżących walizeczek i plecaczków jest super pod warunkiem że wiesz iż Twoje dzieci będą z niego korzystać- moje zmieniają zdanie w tej kwestii zaraz po wejściu na lotnisko co oznacza na domiar całego bagażu noszenie plastikowego tygryska lub fantastycznych plecaczków z księżniczkami.

 

3.  

torba mamy wnetrzeNiezbędne „minimum” oznacza:

a.       chusteczki nawilżające (dzieci zawsze zdołają czymś się ubrudzić i zalać), dla maluszków dodatkowe pieluchy

b.      lizaki (dla młodszych dzieci butelka lub pierś) na czas startu z zwłaszcza lądowania i związanej z tym u wielu dzieci bolenie odczuwanej w uszach zmiany ciśnienia – ssanie pomaga to nieprzyjemne odczucie je złagodzić

c.       zestaw zróżnicowanych przekąsek (w celu zabicia czasu i rozproszenia uwagi)- czyli krakersy, paluszki, kanapeczki, wafelki itd- wszystkiego mało ale duży wybór

usborned.      zestaw książeczek, zabawek i gier- niezwykle skuteczne są czasopisma dziecięce z tzw. wkładką sprzedawane w kioskach na lotnisku- cieszą się elementem nowości i zazwyczaj są przygotowane na tyle ciekawie, że skutecznie zajmują uwagę dziecka przez okres lotu. Dla przygotowujących się do podniebnej eskapady wcześniej polecam zakup specjalnych zestawów podróżnych w postaci zmywalnych kart z zagadkami, labiryntami wydawnictwa Usborne- w Polsce można je kupić za pośrednictwem Angielskie Książeczki dla Synka i Córeczki 

e. ubranie na zmianę na wypadek nieprzewidzianej awarii- i to nie tylko dla dziecka ale i dla siebie (chociaż bluzkę)

www.bobolider.pl

www.bobolider.pl

Do spakowania tych wszystkich akcesoriów bardzo cenię sobie tzw. torbę mamy. To rozwiązanie, które nie zakłóca estetyki podróżującej mamy a przy tym sposób jej organizacji, szereg kieszonek mniejszych i większych- w tym termicznych na utrzymanie np. ciepłego mleka jest absolutnie nie do przecenienia. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest torba mamy zmieniana w plecaczek!

 

 

 

polecam nosidło manduca

nosidło manduca

 4.

„Unieruchom” dziecko- tutaj masz do wyboru

1. Składany wózek typu parasolka

2. Nosidło

3. Smycz

 

Osobiście uważam że najlepiej sprawdza się nosidło z 2 powodów:

  1. masz je cały czas przy sobie (wózek trzeba zostawiać – zwykle tuż przed drzwiami wejściowymi do samolotu lecz bywa problem z odbiorem- czasem jest to faktycznie przez wejściem lecz zdarza się, że następuje to dopiero po odprawie paszportowej- co np. na lotnisku Heathrow oznacza przejście dosłownie kilometrów zanim dostaniemy wózek by umieścić w nim szkraba)
  2. sprawia znacznie mniej problemów w momencie prześwietlania  bagaży- wózek trzeba wypakować, złożyć, w tym samym czasie zająć się dziećmi oraz zdejmowanymi bagażami- i ta sama akcja w drugą stronę w momencie powrotu wózka z taśmy- nosidło nie sprawia tutaj najmniejszych problemów

O tym jak unieruchomienie dzieci jest istotne przekonałam się podczas pierwszego lotu z dwójką dzieci. Po wylądowaniu starsza córka odreagowywała lot w sposób typowy dla buntowniczego dwulatka- czyli rzucając się z krzykiem na ziemię, młodsza zaś w radosny sposób korzystała z nowej umiejętności chodzenia z uporem maniaka wspinając się na taśmę bagażową. Mąż w tym czasie próbował odzyskać wózek. Unieruchomienie choćby jednego dziecka w nosidle ocaliłaby mi połowy siwych włosów, których nabawiłam się chaotycznie biegając między jedną a drugą próbując zapobiec wypadkowi i zastanawiając się kiedy pojawi się opieka socjalna z petycją odebrania mi dzieci.  Cóż, człowiek uczy się na błędach.

 

Mentos---The-freshmaker-back5.

Przezorny zawsze ubezpieczony- niekoniecznie odnosi się do lotu z małym dzieckiem. Nawet jeśli miałaś przygotowany zapas koszulek mogą zostać zalane w torbie przeciekającym soczkiem, nawet jeśli przygotowałaś ubranie dla dziecka na zmianę wypadek może zdarzyć się dwukrotnie….w takim wypadku policz do 3 i przypomnij sobie nieśmiertelne reklamy Mentosa: nie ma sytuacji bez wyjścia!

W ramach inspiracji- podczas mojej pierwszej samodzielnej podróży z dwoma maluchami (dwu i czterolatką) młodsza zalała całe swoje ubranie- na szczęście „tylko” wodą. Nie miałam innego na zmianę a nie mogła przecież siedzieć w mokrym, rozebrałam ja i otuliłam w swój sweter zastanawiając się co dalej….Natchnienie niczym z reklamy Mentosa przyszło za pośrednictwem starszej córki, która zaczęła marudzić, że okno w samolocie jest za gorące…Mentos the freshmaker!- czym prędzej włożyłam zamoczone ubrania między nagrzaną od słońca szybę samolotu a plastikową zasłonę- efekt? Pod koniec lotu ubranie było suche jak wiór i młodsza córka opuściła samolot jakby nigdy nic.

 

słodkości6.

Zasady są po to by je łamać- zwłaszcza gdy proporcje wynoszą jak 1 do 200. Miej przygotowane batoniki czekoladowe, cukierki i wszystkie inne przysmaki, których na ogół dziecku odmawiasz- taka słodka niespodzianka może krzyczące dziecko skutecznie uciszyć i nawet jeśli łamie to Twoje zasady zdrowej diety – na pewno spotka się z ogromną wdzięcznością pozostałych 200 pasażerów podróży, chyba warto ;)

 

keep7.

 Zaciśnij żeby i rób swoje- jeśli dziecko mimo wszystkich Twoich zabiegów wciąż będzie krzykiem zagłuszać odgłos silników- zaakceptuj to- i tak Was nikt z samolotu nie wysadzi ;)

 

 

 

Tym optymistycznym akcentem temat kończę życząc Wam udanych lotów tego lata!

Zainteresowanych wersją filmową wpisu zapraszam:

 

 

 

The following two tabs change content below.

doris

Matka-Polka w 3 letniej zagranicznej delegacji w starożytnym mieście York :)

Ostatnie wpisy doris (zobacz wszystkie)

,,
31 comments on “Jak przetrwać lot z dziećmi – 7 złotych rad
  1. Szkoda Doroniu, że nie mas jeszcze rad jak przetrwać 25-godzinną podróż samochodem z dwójką małych dzieci. Ale może wkrótce ja się z Tobą podzielę, jak to przeżyć. O ile przeżyjemy :-)

  2. Jak dobrze pójdzie, to za jakiś czas dopiszę się tu z suplementem: „Jak przetrwać podróż z piątką dzieci” :P

    A tak serio, bardzo fajny poradnik :) W ogóle dawno nie zaglądałam, ostatnio ledwo się ogarniam, a tu takie ciekawe zmiany wizualne na blogu, najs! :)

    • uffff….matka czwórki, weteranka podróży podniebnych zaakceptowała bez negatywnych komentarzy- super :) Tak się zastanawiałam, że jak Ty tu kiedyś trafisz to pewnie będziesz miała znacznie lepsze porady- nie zapomnę jednak, ze nosidło na lotnisku to Twoja wzięta pod wagę sugestia :)

  3. A ja proponuję zacząć uczyć dzieci kultury i grzeczności. Moje dzieci wiedzą jak zachować się w miejscach publicznych, podróży itp. Poza tym należy się dzieckiem ZAJĄĆ a nie zostawić na pastwę jego „super” pomysłów. A na końcu… jak dziecko nie jest do opanowania to nie lataj z nim, nie podróżuj daleko… siedź na pupie w okolicy własnego domu i czekaj aż dorośnie – skoro nie umiesz nauczyć go poprawnego zachowania w środkach lokomocji.

    • A ja proponuję otworzyć oczy szerzej na świat i na ludzi. Jest coraz więcej dzieci z różnymi zaburzeniami. Wychowujesz dobrze,a one i tak robią po swojemu. Nie każde dziecko da się ” ogarnąć”. Mam syna z zespołem aspergera ,który ma różne pomysły i co, z tego powodu mam go zamknąć w domu i nie brać ze sobą nigdzie,bo jest trochę inny niż jego rówieśnicy ?! Żal mi Cię,naprawdę…. Trochę otwarcia na ludzi życzę.

    • A mnie denerwuja ludzie w samolocie, bo juz przy starcie zaczynaja jesc, gadac tak glosno ze czlowiek w samolocie nie moze sie zdrzemnac. I to jest zle wychowanie, kiedy wyciagasz kanpke z jajkiem i zaczyna smierdziec caly samolot. Dziecko to nic pomialczy poskacze i wsio, a takie dziady siedza i pierdziela glupoty. Czasami mozna uslyszec takie terorie ze sam Einstain by pozazdroscil

  4. Najbardziej podoba mi sie opcja „smycz”, ja to bym jeszcze proponowala kaganiec albo knebel i w koncu cisza i spokoj. Male dzieci potrafia nie zle dac sie we znaki wspolpasazerom – powinny byc wydzielone strefy w samolotach dla nich i ich rodzicow – najlepiej dzwiekoszczelne – niech rodzice sie mecza ze swoja latorosla a inni niewinni ludzie maja spokoj.

      • a co tylko bogaczom nalezy sie swiety spokoj? A gdyby tak dorosla osoba zaczela biegac i wrzeszczec po pokladzie to co? Dzieci moga wszystko – takie podejscie bezstresowego wychowania. Jeszcze ze 20-15 lat temu cale rodziny jechaly pociagami na wakacje, tlok niesamowity, 8-13 godzin podrozy, ale jakos nie widywalo sie latajacych i wrzeszczacych dzieci – bo wtedy sie dzieci WYCHOWYWALO, teraz sie je puszcza „samopas” jak bydlo na pastwisko, a nie miedzy ludzi. Rodzice nie potrafia dzieciaka uspokoic, bo jak krzykna to sie biedne zestresuje, bedzie miec traume do konca zycia i karnet wykupiony u psychoanalityka. Poza tym maja chora satysfakcje, ze nie tylko oni cierpia, ale inni tez moga zasmakowac „wspanialego” zachowania latorosli i jakos im tak lzej sie cierpi.

        • Wrzeszczenie na roczne dziecko, czy na takie które płacze bo mu się uszy zatkały od zmiany ciśnienia i nie rozumie co je tak boli- świetne podejście z dawnych „dobrych” czasów, o których piszesz. A i jeszcze jedno- w tych dawnych „dobrych” czasach nierzadko dawano nadmiernie płaczącym dzieciom środki uspokajające….dziękuję, wolę „pocierpieć” wspólnie z innymi „współczesnymi” rodzicami.

          • swietnie cierp sobie z innymi rodzicami, ale nie kazdy ma ochote sluchac wrzasku przez kilka godzin lotu, juz mi sie zdarzyly takie sytuacje. Co dziwne zrwocenie uwagi (czasami nawet bardziej dosadnie) rodzicom, ewentualnie tez i dziecku (o ile bylo na tyle duze by wiedzialo co sie do niego mowi) czasami pomagalo. Lecz w dalszym ciagu uwazam, ze powinny byc wydzielone strefy dla ludzi z dziecmi – dzwiekoszczelne – by meczyli sie we wlasnym zakresie, a normalni ludzie powinni miec spokoj i cisze, bo nie sa niczemu winni, ze sie rodzicom latac zachcialo.

            • Krucjaty prowadzić nie będę gdyż w pewien sposób zgadzam się z Tobą ;). Dodałabym jeszcze, że w strefach dla rodziców z dziećmi powinien znaleźć się mini kącik zabaw, może jakaś huśtawka? Może wspólna petycję w tej sprawie gdzieś wystosujemy? ;)

  5. kk i gutek120…. brawa za tolerancję i pisanie na temat, najwyraźniej nie macie zbyt wielkiego doświadczenia ani w podróżach ani z dziećmi więc na wszelki wypadek zamiast osądzać i pisać głupoty, nie wyściubiajcie nosa poza politycznie poprawne artykuły, blogi i informacje a wszyscy będę Wam niesamowicie wdzięczni…(no i zafundujcie mamie i tacie jakiś prezent że jednak dali Wam szansę) co do poradnika to mimo, że dla latających mam jest raczej oczywisty to patrząc na niektórych rodziców dobrze, że powstał…
    I jeszcze osobista refleksja… leciałam z 3 maluchów w wieku 18 mies., 3 lata i 5 i żadne nawet nie pisnęło przez 10-cio godzinny lot a do tego 3 godz. odprawy itd. Teraz latam z 4-ką i jest super. Ale jakoś nie zauważyłam żeby dobre wychowanie w wielogodzinnej podróży pomagało. Ostatnio byłam zdziwiona… samolot na pokładzie miał 16 maluchów w wieku od 2 mies. do 2 lat i dopiero po wylądowaniu można się było o tym przekonać bo przez 9,5 godziny nikt żadnego malucha nie słyszał. Więc można :D

    • Dziękuję :) Dokładnie- dobre wychowanie na niewiele się zda jeśli rodzic się do lotu nie przygotował w postaci np. lizaka na zmianę ciśnienia, ubrania za zmianę zalanego ubranka czy fajnej zabawki na loty długie lub z mocnymi turbulencjami…
      Tak na marginesie- praktyka czyni mistrza- podczas ostatnich dwóch lotów zdołałam nawet książkę przeczytać tak spokojne były moje rosnące latorośle ;)

  6. Z mojej strony moge dodać, latam z moim dzieckiem od 3 tyg jego zycia, obecnie juz z dwojka… niemowlaki nie karmic przed startem, a podczas lotu, zbawieniem jest jesli karmisz piersia i mozesz malemu przystawic piers, naje sie, a przy okazji uszy mu sie nie zatykaja i szum samolotu dziecko uspakaja, po kilku miesiacach, gdy zaczyna sie bawic grzechotkami, za kazda podroza kupuj nowa zabawke i daj podczas podrozy, zainteresuje go to na pewno… starszym dzieciakom polecam nowoczesny sprzet, nie dozowlony telefon mamy, laptopy, taplety itp… ich ilosc gier oraz ulubiona bajka z pewnoscia zajma malucha na 2 – 3 godziny ;-)

    • zgadzam się z „niemowlakowymi” poradami :) co do nowoczesnego sprzętu zajmującego malucha na 2-3 godziny- to zależy od malucha ;)- u moich starcza to: jednej na zaledwie pół godziny, drugiej między 40 do maks.60 minut- dalej trzeba szukać wsparcia w tradycyjnych metodach typu kolorowanki, świetnie sprawdzają się też naklejki :)

  7. Mozna zniesc placz malego dziecka, powody sa jasne – unieruchomienie, zatkanie uszu itp.. Jednak tego ze rodzice maja w nosie ze dzieciak wciaz kopie oparcie siedzenia przed soba , pozwalaja na oko siedmioletniej pannie na glosne komentarze podczas nocnego lotu a po wszytkim zostawiaja ogromny bajzel wokol siebie zostawiajac papierki po batonach, pudelka po soczkach itp jest nie do zniesienia!! Przy tym na spojrzenia z dezaprobata reaguja komentarzem ” o co babie chodzi?”. Te same osoby reaguja natychmiast gdy przed nimi starsza osoba sprobowala odrobine opuscic oparcie (byla noc). No ale DZIECKO sie bawi. A dziecko dzis to CUD, OCZKO W GLOWIE, KSIEZNICZKA, PRINCUS – ale pamietajcie rodzice ze tylko dla Was. Dla innych to maly przeszkadzacz :) i nawzajem powinnism szanowac taki obraz swiata – rodzicow i otoczenia.

  8. Gdyby moje dziecko odstawiało cyrki i histerie, nie jechałabym z nim nigdzie. Dziecko ma znać zasady od małego i to nie tak, że nie było trudno. Owszem, było, tyle, że w samochodzie i nikomu to nie przeszkadzało poza nami. Każda podróż była katorgą, ale wpajaliśmy, uczyliśmy, tłumaczyliśmy i nie ustępowaliśmy, a każdy następny wyjazd był „lżejszy”. W samolocie było lepiej, ale też nie od razu. Dlatego zdecydowanie polecam traktować dziecko jak istotę rozumną, mówić do niej jak do człowieka, a nie dawać się szantażować. Pozdrawiam, życzę dobrych i miłych lotów.

    • Ale sama piszesz, że początkowo było trudno ale wraz z nauką było coraz lepiej- więc jednak zaczynałaś jazdy i loty od dziecka nie-ułożonego. Gdybyś zaprzestała po pierwszym nie udanym podejściu trzeba byłoby zapewne czekać kilka dobrych lat na podróże…

  9. Było trudno, bo dziecko marudziło. Było mu niewygodnie w foteliku, więc nie chciało jeździć. Nie lubiło spać w podróży. Nie było jednak nowych zabawek, wafelków, napojów, kolorowych i brzęczących odwracaczy uwagi. Nie… Była rozmowa, zawsze twarde zasady, bez ulegania, ale bez nerwów. Metoda kija i marchewki, na zasadzie, że jeżeli nie spędzimy iluś godzin w podróży, to nie dojedziemy nad morze. Cierpliwe tłumaczenie, dlaczego nie wolno krzyczeć podczas jazdy, bo może to rozpraszać kierowcę itp. Moje dziecko było (jest) bardzo rozgadane, więc zadawało pytania w trakcie rozmowy, interesowało go, co za oknem, interesowało go, co do niego mówię. Pokazywaliśmy mu mapę i wspólnie śledziliśmy trasę. U nas zadziałało.

    • ale ja się z Tobą zgadzam- ja też nie kupuję nowych zabawek (ani do tego nie zachęcam), nie stosuję brzęczących odwracaczy uwagi ani kolorowych napojów (tutaj czysto praktycznie- zalanie wodą to połowa kłopotów w porównaniu do soku ;))- jednak właściwe przygotowanie rodzica to więcej niż połowa sukcesu w podróży SAMOLOTEM gdzie w porównaniu do samochodu nie można w dowolnym momencie zatrzymać pojazdu plus towarzyszy nam około 200 innych pasażerów- stąd jednak wafelek jest czasem zbawienny :). Uwierz mi- niełatwo jest utrzymać aktywne roczne dziecko nieruchomo w fotelu przez np. godzinę- gdyż z powodu turbulencji nie można wstawać- w tym momencie rodzic wyposażony w czytanki, kolorowanki, zabawki (nie nowe- po prostu: zabawki) oraz wafelki- to zbawienie dla pozostałych 200 pasażerów lotu :)

  10. I jeszcze jedno, tak, nauka zadziałała, gdyby tej nauki nie było, pewnie byłyby histerie i krzyki, a wtedy na pewno byśmy nie wyjeźdżali.

    • Gdybym ja się poddała po pierwszym locie z dwójką dzieci lub pierwszej jeździe samochodem z dwójką (to tez był hardcore) byłoby to z dużą szkodą dla całej rodziny (babcie i dziadkowie chyba by się zapłakali) – a tak i my się nauczyliśmy co należy robić i dzieci się przyzwyczaiły- i teraz zarówno jeździmy jak i latamy szczęśliwie gdzie nam się zamarzy :). Nie jestem zwolennikiem teorii by poddawać się po pierwszym nieudanym razie…ani nawet drugim…poza tym na przykładzie własnych dzieci i samej siebie widzę, ze praktyka czyni mistrza ;)

  11. Chyba jest to moj 2 komentarz jaki dodaje w zyciu. Przeczytalam porady i pomyslalam… no tak z dziecmi bywa roznie, nigdy nie wiadomo jak zareaguja i co zrobia. Rodzic jednak nie dowiesz sie puki nie sprobujesz, ale ta proba czasem (jak zreszta piszesz) moze okazac sie koszmarem. Dlatego br dziekuje za rady, wzielam je pod uwage i zastosuje, gdyz pierwszy raz wybieramy sie z roczna coreczka w podroz samolotem. A co do osob zbytnio przemadrzalych i uczacych rowniez Ciebie jak to nalezy wychowywac dzieci, to brak mi slow. Takze bez dodatkowego komentarza.  

    • bardzo mi przyjemnie to czytać :). Minęły dwa lata od wpisu, latam obecnie z najgrzeczniejszymi dziećmi pod słońcem- tak mi często komentują przypadkowi pasażerowie, którzy z potępieniem patrzą na dzieci płaczące, krzyczące, uciekające i tupiące podczas gdy moje dziewczynki grzecznie stoją ze swoimi walizeczkami…a ja wiem że to tylko kwestia czasu, wieku oraz przyzwyczajenia….Nie od razu Rzym zbudowano ;) Powodzenia w podniebnych lotach :).

  12. Bardzo fajne rady. Dla mnie najbardziej stresową sytuacją był start samolotu, bo większosć dzieci mocno cierpi w tym momencie. Na szczęście dzięki dobremu przygotowaniu było ok. Prawdę mówiąc prawie wszystkie loty wspominam jako udane. Jedynie jeden był pechowy, bo odwołano samolot, ale dostalam odszkodowanie za odwołany lot. Choć musiałam z małym czekać na kolejny..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>